SZORTY laleczki szefa cz. 3

SZORTY – EDYCJA ŚWIĄTECZNA

 

"Sąsiedzki fuckup" ciąg dalszy historii "Laleczka szefa"

Podróż do raju

 Magda

Jechaliśmy długo, bo prawie trzy godziny, ale podróż nie dłużyła mi się. Mało tego, była przyjemna! Dobrze rozmawiało mi się z Andrzejem, z którym dotąd głównie uprawiałam seks. Tak to właśnie wyglądało, bo na fizycznej stronie związku skupiała się nasza dotychczasowa relacja. Teraz mieliśmy trzy godziny, podczas których Andrzej wypytywał mnie o wszystko.

– Dlaczego wybrałaś pracę z cyferkami? – pytał, spokojnie prowadząc auto.

Nawet wykonując tą prostą, w w sumie zwyczajną czynność, wyglądał… dystyngowanie. Dokładnie tak! Jak angielski dżentelmen, wyprostowany, dumny i opanowany. Niczym pan jakiś tam, główny bohater z książki „Duma i uprzedzenie”. Andrzej też sprawiał pozory opanowania, które jednak były niczym innym, jak wulkanem pod powierzchnią lodu. I nie tylko ja dałam się zwieźć jego spokojnej powierzchowności, ale i wszyscy pracownicy biura.

– Bo nie jestem zbytnio towarzyska – mówiąc, zdawałam sobie właśnie z tego sprawę. – Nie to, że nie lubię ludzi, ale wolę się spotykać z nielicznymi, bo większość spraw mnie nie interesuje. Na przykład podwyżki cen, polityka, czy problemy. Nie lubię o tym mówić! A większość postrzega takie zachowanie, czy raczej brak zainteresowania, jako zadzieranie nosa, albo ignorancję. A ja po prostu nie chcę brać udziału w narzekaniu. Wolę się cieszyć! Jak na przykład teraz. Wiesz, jakby wyglądała rozmowa większości?

– No jak?

Samochód toczył się powoli, przed nami i za nami w równie ślimaczym tempie jechały dziesiątki aut, które też, uciekały od miejskiego zgiełku.

– Pewnie właśnie o tym, co przyniesie przyszły rok, a czego nie udało się zrealizować w tym – westchnęłam, przypominając sobie nastroje rozmów w firmowej kuchni, czy w autobusie, albo na przystanku. – Ludzie lubią się nawzajem przekonywać o tym, że mają bardziej przerąbane. A wiesz, jak mówią?

– Jak?

– Przyciągasz to, na czym skupiasz uwagę – odparłam z uśmiechem, koncentrując spojrzenie na dłoni Andrzeja, obejmującej drążek zmiany biegów. – Ja skupiam uwagę na tobie.

Mówiąc to, przykryłam jego palce swoimi i było to tak intymne i erotyczne, że aż mi się zacisnęło gardło. Andrzej też milczał i tylko przemknęło mi przez głowę, że powinien powiedzieć coś równie głębokiego, ale w końcu to on był powściągliwy i widocznie nie potrzebował takich wyznań. Zaczekam i z całą pewnością nie będę go poganiać.

Jedynym co zrobił, było uniesienie mojej dłoni do ust, ucałowanie jej, po czym nakrycie nią drążka zmiany biegów i delikatne dociśniecie swoją. To też było piękne.

***

Endriu

Byłem ciekaw, jak jej się spodoba wynajęte miejsce. Głaz spadł mi z serca, gdy głośno wyraziła nadzieję, że nie jedziemy do jakiegoś kurortu. Miałem nadzieję, że doceni surowość miejsca, które dla nas wybrałem.

Droga upływała na rozmowie i sam przed sobą przyznałem, że był to test. Jej, jako towarzyszki i mój, rozmówcy w podróży. Ona zdała go celująco, ja… no cóż, mogło być lepiej.

– Skąd takie dojrzałe podejście do życia u tak młodej kobiety? – No to palnąłem!

Niezbyt mądre podkreślać różnicę wieku, bo to przecież skupianie się na tym, co nas różni, nie łączy.

Z wychowania, Andrzejku – mówiąc to, zaciskała palce na moich, którymi ja obejmowałem drążek biegów.

Chcąc nie chcąc, skojarzyło mi się to erotycznie i odniosłem wrażenie, że taki efekt chciała właśnie osiągnąć.

To znaczy? – zapytałem przez zaciśnięte zęby.

– Moja mama to zawsze powtarzała – odparła, milknąc na moment, gdy pocałowałem jej smukłe palce.

Poczułem równocześnie ulgę i głód. Dziwne uczucie, nie znałem go, ale chciałem więcej. Zamknąłem jej dłoń swoimi palcami, stwierdzając, że mimo całej mojej miłości do manualnej skrzyni biegów, teraz bardziej sprawdziłby się automat.

– Że nie należy grzebać myślami w przeszłości, ani wybiegać w przyszłość, bo to odrywa nas od tego, co dzieje się tu i teraz – mówiła cicho. – I faktycznie, gdy przyjrzysz się ludziom, to albo tkwią w tym, co im nie wyszło i cierpią, albo wręcz chwalą się tym. I są ci, którzy planują, skupiając się na wizji przyszłości, która będzie wspaniała pod wieloma warunkami. A bez tego klapa i jest do kitu. Nie są w stanie spełnić tych warunków, więc nie dosięgają celu – westchnęła, milknąc, ja trawiłem jej mądre słowa. Zbyt mądre, jak na dwudziestoparolatkę. – Wiesz, moja mama interesowała się fizyką kwantową, jak na blond kociaka przystało – zaśmiała się z ciepłem, które nasycało jej głos każdorazowo, gdy mówiła o mamie. Podziwiałem to. – I dużo mówiła o światach równoległych, o energii i tym, jak swoimi myślami i pragnieniami przyciągamy wydarzenia. Ty przyciągnąłeś mnie tym, że mnie pragnąłeś. Pragnąłeś mocno, więc od razu dostałeś w dwóch egzemplarzach – zakończyła ze śmiechem.

– Podoba mi się twój tok myślenia – odparłem, powstrzymując się, by nie zapytać, czego w takim razie pragnęła ona, skoro otrzymała mnie.

– Idąc tym tokiem myślenia, ja chciałam i dostałam, co następuje. – Cofnęła rękę i uniosła kciuk, dotykając go palcem wskazującym drugiej ręki i zaczęła wyliczać. – Nieziemski seks, wielokrotne orgazmy i poczucie, jak to jest, gdy umysł wyłącza się podczas seksu. – Uniosła drugi palec, ja opanowywałem poczucie rozpierającej mnie po jej słowach dumy. – Jak również mądrego i zdecydowanego faceta, który wie, czego chce i szanuje siebie i mnie, za co dziękuję – mówiła to lekkim tonem, a mnie aż zatkało, że tak zwięźle potrafi wyartykułować tak ważne sprawy, zmieścić w tym komplementy i zrobić to w prostolinijny sposób. – I w końcu nieoczekiwane, bo jak na razie, wszystko co robisz, to zaskoczenie i niespodzianki – zakończyła wyliczanie, po czym ułożyła dłonie na kolanach. – I celowo tego nie wypunktowuję, bo nie wiem, co jest po pierwsze.

Zapadło milczenie, ale nie czułem z tego powodu zakłopotania. Trawiłem jej słowa, zastanawiając się, czy powinienem jakoś na nie odpowiedzieć. Cóż, dla mnie bycie z kobietą było czymś nowym, bo choć byłem raz w związku, to nie czułem wtedy nawet połowy tego, co było moim udziałem teraz. I chyba przez to milczałem, nie ryzykując powiedzenia czegoś głupiego, co popsułoby atmosferę intymności.

Jechaliśmy w ciszy, w tle brzmiał jazz i było mi dobrze. Skupiłem się na tym, co miałem w chwili obecnej. Tak, jak mówiła Magda, nie wybiegałem myślami w przeszłość i nie planowałem tego, co czeka nas po przyjeździe na miejsce. I to było bardzo uspokajające i uwalniające.

***

Magda

 

Wspinaliśmy się ośnieżoną drogą w górę, po krótkiej przerwie, w czasie której Andrzej założył łańcuchy na koła auta. Teraz rozumiałam, po co to zrobił. Po obu stronach drogi piętrzyły się zaspy, z których wystawały ośnieżone pnie drzew. Ich korony tworzyły biały, ciężki od puchu dach, który okalał nas i układał się w przecudny tunel.

– Mamo, jak tu pięknie! – jęknęłam, pochylając się do przodu, spoglądając przez szybę pasażera w górę i podziwiając cudowność natury. – Jak w bajce!

Andrzej uśmiechnął się w odpowiedzi. Prowadził auto powoli i w skupieniu.

Dojechaliśmy do ogrodzenia, przed którym stała tablica z napisem „Villa Maria”. Jak ładnie, ktoś nazwał swoją ziemię i dom!

Andrzej wstukał coś w telefon, po czym brama odsunęła się i naszym oczom ukazał się odśnieżony podjazd, okolony wysokimi choinkami. Nie mówiłam nic, a tylko chłonęłam widoki.

– O kurczę – szepnęłam, gdy dojechaliśmy przed dom, a Andrzej zaparkował na podjeździe, opodal schodów.

Miałam ochotę wyskoczyć z samochodu i niczym dziecko, wbiec do chałupy, by sprawdzić, co tam na nas czeka. Nie zrobiłam tego jednak. Udało mi się okiełznać entuzjazm i siedzieć w miarę spokojnie, czekając na Andrzeja. Pomyślałam, że na jego miejscu chciałabym wprowadzić kobietę do domu, który dla niej wynajęłam.

Podskakując na siedzeniu z niecierpliwości, patrzyłam, jak wyłącza silnik, sięga po grubą kurtkę i zarzuca ją na ramiona, a kaptur na głowę. Obszedł samochód, otworzył dla mnie drzwi i podał dłoń.

– Ciekawa? – zapytał z uśmiechem.

– Jak jasny gwint! – odparłam, chwytając jego dłoń i prawie wyskakując z wnętrza samochodu. – Prowadź!

Weszliśmy przez opasłe drzwi wejściowe. Dom był zbudowany z bali i sprawiał wrażenie stabilności i cały był masywny, co samo wejście podkreślało dodatkowo. W środku panowało ciepło i pachniało tak nieziemsko, że aż przystanęłam, zamknęłam oczy i zaciągnęłam się wonią.

– Czy to cynamon?! – Aż trudno mi było uwierzyć, że ten facet zadbał o takie szczegóły, jak woń wnętrza!

– Chodź. – Oczywiście nie odpowiedział, lecz pociągnął mnie dalej.

– O kurwa – jęknęłam, gdy weszliśmy do salonu. – No to zajebiemy się na śmierć!

Czegoś takiego się nie spodziewałam!

Na środku pomieszczenia stało ogromne, okrągłe łóżko. Było pokryte poduszkami, kocami i kołdrami. Obok łóżka rozpościerał się biały, puszysty dywan. Już tylko patrząc na niego, miało się ochotę rozebrać do naga i wytarzać w jego długim włosiu. Największe wrażenie zrobił na mnie basen. Cztery metry od łóżka znajdowała się poręcz i schodki prowadzące do wody. Niewielkiej stalowej niecki, która ciągnęła się aż do szyby.

– Muszę to zobaczyć! – Zrzuciłam kurtkę i podeszłam, czy raczej podbiegłam do szyby. Przetarłam jej zaparowaną powierzchnię i wyjrzałam na zewnątrz. – Niemożliwe!

Patrzyłam na ciągnący się dalej basen. Para unosiła się ponad nim, skrywając w jej kłębach powierzchnię wody.

– Podoba ci się? – zapytał z nieskrywaną dumą. – Nie ma ludzi, za to jest wygoda i przyroda.

– I ty – mruknęłam, pozbywając się ubrania i nie spuszczając przy tym spojrzenia z jego czarnych oczu. – Mam wszystko, czego potrzebuję.

– Ja też – odparł, również się rozbierając. – A nawet więcej!

I to było ostatnie, co powiedzieliśmy przez kolejną godzinę.

Naga podeszłam do łóżka i położyłam się na nim, obserwując Andrzeja. Rozbierał się powoli, rzucając kolejne części garderoby na podłogę. Hipnotyzował, skupionym na mnie spojrzeniem i wzwodem, który przyciągnął mój wzrok. Nie wiedziałam dotąd, że widok męskiego podniecenia może być taki piękny! A może po prostu dotąd taki nie był i dopiero Andrzej to zmienił?

Położyłam się obok Andrzeja, a on nachylił się nade mną, zawisając ciałem tak, by wbić się we mnie. Znałam go już na tyle, by wiedzieć, że nie da mi dojść samą penetracją i zrobi przynajmniej trzy przerwy na oralne pieszczoty. Zatrzymałam go, wstrzymując dłonią wspartą na jego twardym brzuchu. Otworzył usta, by zaprotestować, ale nakazałam mu milczenie, kładąc palec na wargach. Wysunęłam się spod niego, pchnęłam na plecy, Andrzej zapadł się w miękki materac. Zawisłam nad nim, obejmując główkę penisa wargami, a jądra palcami, w końcu opuściłam głowę. Warknął zmysłowo, odchylając brodę, wyginając szyję, jak kiedyś, gdy w tej pozie zobaczyłam go po wejściu do jego gabinetu. Nim to wszystko się tak naprawdę zaczęło, zanim zainicjowałam nasz pierwszy raz.

Na tej myśli mój umysł zakończył pracę w chwili, gdy z jękiem Andrzej odciągnął mnie od swojego sztywnego penisa. Tylko po to, by wziąć mnie pod pachy i zmusić, bym usiadła na nim, cipką przy twardym dowodzie tego, jak działam na niego. Nie pospieszał, czekając, bym robiła to, na co mam ochotę. Ujęłam go delikatnie w palce i nakierowałam na siebie. Opuściłam biodra, przyjmując głęboko. Chciałam coś powiedzieć, ale słowa umknęły wraz z myślami w momencie, gdy poruszyłam biodrami, ocierając się o niego nadwrażliwym podbrzuszem. Później moje uszy wypełniły jęki, sapanie i mokre odgłosy obijających się o siebie ciał.

I cóż, łóżko było niewiarygodnie wygodne, co stwierdziłam, opadając na nie po orgazmie i szybko zapadając w drzemkę.

Drzemki, to było kolejne zjawisko, którego piękna dotąd nie znałam, a teraz każdorazowo zaskakiwała mnie słodycz mgły, ogarniającej odprężony umysł i ciało. Odpływając w sen, zastanawiałam się, ile jeszcze zaskoczeń czeka na mnie przy tym facecie. Oby jak najwięcej i oby się nie kończyły!

 

Poznaj historię Magdy i Andrzeja w "Laleczka szefa"

E-book i audiobook dostępny również na:

Dodaj komentarz