W ciemności

Pod osłoną nocy Adam bawi się Agnieszką.
Ona nie protestuje, podoba jej się to.
Czy Adam odważy się i w świetle dnia wyjawi prawdę o tym, kim jest? 

Rozdział 1

Coś mnie obudziło.
Coś, to źle powiedziane.
Jest noc, a ja jestem bardzo podniecona. To mnie obudziło. Czuję, że w pokoju nie jestem sama, w łóżku nie jestem sama. Ktoś mnie pieści bardzo intymnie. Czyjaś głowa między moimi nogami, język zagłębiający się we mnie i palce. Nie widzę kto to. Jest ciemno.
Podniecenie i strach.
Ten ktoś poczuł, że się obudziłam.

Kim jesteś? – wyszeptałam.

Brak odpowiedzi.
Sięgam do włącznika lampki przy łóżku, ale nie mogę go wymacać.

Nie próbuj – to męski głos.

Czy ja go znam?

Czego chcesz? – głos mi się łamie.
– Ciebie – odpowiada.

KILKA DNI WCZEŚNIEJ.

Studiuję i pracuję. W tygodniu opracowuję, serwisuję systemy alarmowe i monitorujące dla bogatych klientów, w weekendy się uczę. Praca jest świetna i dobrze płatna, studia jej pomogą. W pracy praca, w szkole nauka, w wolnym czasie rozrywka.
Życie płynęło poukładane do momentu, gdy zauważyłem JEJ. Byłem akurat na trzecim roku, gdy ONA zaczęła pierwszy.
Takich dziewczyn nie da się nie zauważyć. Przyjechała czarnym Porsche, za które większość dała by się pochlastać. Czarnowłosa, wysoka, oczy schowane za ciemnymi okularami. Zjawisko.
Zostawiła auto zaparkowane w niedozwolonym miejscu i ruszyła do szkoły. Ja zaintrygowany za nią.
I tak to się zaczęło.
Musiałem o niej wiedzieć wszystko.
I dowiem się.
Takich momentów w życiu nie można zignorować.

***

Dziś pierwszy dzień studiów. Cieszę się, wreszcie zrobię coś po swojemu.
Dotąd uczyłam się w wybranych przez rodziców szkołach prywatnych, spotykałam wciąż tych samych ludzi z wąskiego grona wybrańców fortuny. Wreszcie udało mi się wyjść spod klosza. Wyprowadziłam się z rodzinnego domu, co bardzo martwiło rodziców, ale skapitulowali i zgodzili się. Wyposażyli mnie w mieszkanie, samochód, wszystko najdroższe i rzucające się w oczy, jak całe nasze życie.

Nie cierpiałam nowego auta, jakbym wszystkim chwaliła się swoim stanem posiadania. W dodatku nie wypracowanym, tylko otrzymanym. Wiem, powinnam się cieszyć, ale ja się w tym wszystkim dusiłam.
Zaparkowałam z boku budynku, prawie przyklejając auto do ściany, byle mniej ukryć się choć trochę. Ha, jakby to było możliwe!

Psychologia, zawsze o tym marzyłam, słysząc równocześnie, że to hobby, a jeśli zawód, to bez przyszłości i takie tam.
Weszłam do budynku i poszłam do sali, według wykazu zajęć. Dziś miało mieć miejsce zapoznanie z przedmiotami, takie bardziej organizacyjne spotkanie. Jako ostatni był wykład. Sala wykładowa była nabita, usiadłam więc w ostatnim rzędzie, z brzegu.

Przepraszam – pochylił się nade mną jakiś chłopak. – Czy mogłabyś się przesunąć o jedno miejsce?

Miał obezwładniający uśmiech i niepokojące oczy. Błysnął bielą zębów.

Oczywiście – przeniosłam się, przesuwając torbę nogą i rozkładając blat przy fotelu obok.
– Dziękuję – wyciągnął rękę. – Adam jestem.
– Agnieszka – dłoń miał ciepłą.

Przetrzymał mnie w tyk uścisku dłużej, patrząc mi w oczy bez słowa. Nie umiałam się ruszyć, tylko tak trwałam uwięziona jego wzrokiem. Uwolnił mnie w końcu i rozsiadł się, rozkładając zeszyt.
Siedziałam praktycznie w bezruchu przez pięć minut. W końcu zaczął się wykład. Nie umiałam się skupić, czułam jego zapach, chwilami dotyk łokcia, gdy zmieniał pozycję na siedzeniu.
Powinnam robić jakieś notatki, coś zapisywać, a nie siedzieć tak, starając się zapanować nad chęcią spojrzenia na niego.
W końcu wykład dobiegł końca, on się spakował, wstał i wyszedł.
Co to było?! Nigdy dotąd mnie tak nie sparaliżowała czyjaś bliskość. Nawet mu się dokładnie nie przyjrzałam. Czułam się jak idiotka.
A te usta…

Zebrałam się w końcu i poszłam do sekretariatu, stając w długim ogonku osób, które jak ja musiały donieść potwierdzenia wpłat czesnego i uzupełnić inne braki w dokumentach. Czułam się obco wśród tych wszystkich ludzi, pewnie jak większość z nich. Ciekawe, na którym roku ON studiuje.

Znowu się spotykamy – obok mnie stanął w kolejce Adam.
– Fakt – odparłam, czując wypływający mi na twarz rumieniec.

Nie cierpię tego! To takie obnażające. Czy domyślił się, że właśnie o nim myślałam? Nic już nie powiedziałam.
Kolejka przesuwała się powoli.

***

Przed wykładem poznałem jej imię, w sekretariacie dowiedziałem się więcej. Jej nazwisko, adres zamieszkania.
No to teraz cię mam!
W weekend studiowała jeden kierunek, w tygodniu drugi.
Tego, jak i następnego dnia widziałem, jak szuka mnie wzrokiem na korytarzach. Przechwytywałem jej spojrzenie, za każdym razem odwracała oczy pierwsza, czerwieniąc się.
Nie poszedłem już na żaden wykład jej roku. Nie musiałem.

W tygodniu, gdy była w szkole, obejrzałem sobie jej mieszkanie, bez trudu się włamując i nie zostawiając po sobie śladów. Duże, drogie i widać było, że dopiero się wprowadziła.

Na drugi dzień założyłem jej podsłuch w każdym z pomieszczeń i kamerkę przed wejściem do mieszkania. Przy mojej pracy to była betka. Miałem fonię i wizję przesyłaną bezpośrednio do laptopa.

Wieczorem podłączyłem laptop do wzmacniacza i słuchałem jak krząta się po mieszkaniu, bierze prysznic, trzaska talerzami i podśpiewuje.
W nocy nie mogłem zasnąć. Ona spała już spokojnie. Wstałem i włączyłem nagrywanie, ubrałem się i wyszedłem. Wsiadłem na motor i pojechałem pod jej mieszkanie. Po kilku minutach wiedziałem już co zrobię. Zostawiłem motocykl w cieniu drzewa i wszedłem do budynku.
Stałem dłuższą chwilę pod jej drzwiami starając się usłyszeć, czy nie wstała. Cisza. Wyłączyłem na tablicy główny bezpiecznik prądu i otworzyłem drzwi. Nie musiałem się obawiać sąsiadów. Na każdym piętrze było tylko jedno mieszkanie, czy właściwie apartament.
Wszedłem cicho do środka i zamknąłem za sobą drzwi. Skierowałem się do jej sypialni.
Spała na plecach, włosy rozsypały się na poduszce. Uklęknąłem w nogach łóżka i delikatnie zdjąłem z niej kołdrę. Niewiele światła wpadało przez okno, ale widziałem, że spała w samej koszulce, która kończyła się na wysokości bioder. Była bez bielizny.
Podniecił mnie ten widok, a jeszcze bardziej fakt, że byłem tu przy niej, bezbronnej i śpiącej.
Mogłem wziąć ją siłą i wyjść. Nie obroniłaby się tyle, że nie lubię takich zabaw.

Złapałem ją za kostki i rozszerzyłem nogi, kładąc się między nimi. Łóżko ugięło się pod moim ciężarem. Nasłuchiwałem, czy się obudziła. Cisza, spała nadal.
Przesunąłem się wyżej by mieć twarz w pobliżu jej cipki. Nie robiłem nic, tylko wdychałem zapach kobiecości, czułem ciepło jej ciała. Nie mogąc się powstrzymać, pocałowałem ją we włoski na wzgórku. Żadnej reakcji. Wwierciłem się językiem pomiędzy płatki, smakując ją. Poruszyła się niespokojnie. W spodniach było mi już ciasno, ale nie po swoje spełnienie tu przyszedłem. Nie chciałem rżnięcia, chciałem się nią pobawić, posmakować i rozpalić.

Łechtaczka zareagowała powiększając się, jak kwiat przebijający się spod śniegu na spotkanie mojego języka. Ssałem ją, lizałem płatki i głębiej, czułem na języku jej wilgoć i słoność, stawała się śliska.

Poruszyła się i jęknęła, ale spała nadal. Do pieszczoty dołączyłem palce, drażniąc wejście, nie przerywając pieszczot ustami. Poruszyła biodrami, a ja ustami podążałem za uciekającym mi włącznikiem rozkoszy.

Nagle znieruchomiała.

Kim jesteś? – wyszeptała.

Nie wiedziałem co odpowiedzieć. Przecież się nie przedstawię.
Usłyszałem, że próbuje włączyć światło.

Nie próbuj – mruknąłem.

Znieruchomiała.

Czego chcesz? – głos jej się łamał.
– Ciebie – odpowiedziałem.
– Zgwałcisz mnie? – spytała prawie płacząc.
– Nie – odparłem. – Chyba, że mnie poprosisz. A teraz leż spokojnie.
– Proszę – załkała. – Nie rób mi krzywdy. Dam ci pieniądze. Zapłacę, tylko nie krzywdź mnie.
– Nie zamierzam cię skrzywdzić – uśmiechnąłem się, nie mogła tego zobaczyć, ale pewnie usłyszała. – Chcę wziąć twoją rozkosz, więc leż spokojnie.

Czułem jak jest napięta, drżała ze strachu.
Zacząłem ją całować. Najpierw wnętrze ud i skórę wokół włosków. Drżała coraz bardziej. Była przerażona, a przecież nie chciałem żeby się bała.

Uspokój się – poprosiłem. – Na prawdę nie zrobię ci krzywdy, chcę cię tylko całować, tutaj – pocałowałem jej pobudzony wcześniejszymi pieszczotami guziczek.
– Ale… – nie potrafiła najwyraźniej skonstruować zdania.
– Nie zgwałcę cię – zapewniłem ją ponownie. – Obiecuję ci. Tylko usta na twojej cipce… i palce w środku.

Nic już nie powiedziała. Leżała bez ruchu, sztywna i spięta.

Wróciłem do pieszczot.
Drażniłem językiem miejsce tuż nad i tuż pod łechtaczką, omijając to najczulsze. Palcami zagłębiałem się w niej, to wycofywałem. Każdy ruch był głębszy i coraz bardziej śliski. Nawet jeśli nie chciała, nie potrafiła nie reagować na te pieszczoty. Jej ciało straciło sztywność, zmieniło się w drżenie. Oddech stawał się coraz szybszy i głębszy. Biodra to unosiły się to opadały delikatnie, jakby wciąż opierała się podnieceniu, ale z nim przegrywała. W pewnym momencie poczułem jej dłonie na swojej głowie, wplotła mi palce we włosy i przyciągnęła mnie bliżej źródła rozkoszy. Słyszałem jej jęki. Starałem się jak najgłębiej spenetrować jej wnętrze językiem. Reagowała, coraz mniej się kontrolując. Jedną stopę poczułem na biodrze, drugą na plecach. Byłem tak podniecony jej podnieceniem, że omal spuściłem się w spodnie. Musiałem sięgnąć i poprawić sobie kutasa, który zablokował mi się boleśnie w nogawce.

Wyczuła mój ruch i znów zesztywniała w oczekiwaniu na… gwałt?

Spokojnie maleńka – wyszeptałem, unosząc się na łokciu. – Muszę się poprawić, na mnie też działa to co robimy.

Przesunąłem nabrzmiałego penisa na brzuch i powróciłem do pieszczot.
Powoli zaczęła się rozluźniać. Znów ustami musiałem gonić jej łechtaczkę. Zaczęła się poruszać w dół i w górę jakby posuwana moim językiem i palcami. Jęczała coraz głośniej, jej palce błądziły w moich włosach.
W pewnym momencie stężała i krzyknęła. Czułem skurcze na palcach, zanurzonych w jej śliskim wnętrzu. Poczułem również, że sam przekroczyłem granicę. W moich spodniach pulsował członek, wyrzucając z siebie porcje spermy. Nigdy się tak nie podnieciłem, nie dotykając się nawet. Ta rozkosz mnie zabolała.
Nie przyniosła ulgi, po prostu zabolała.

Miałem mokre usta, brodę. Przesunąłem się w górę, twarzą do jej twarzy.

Widzisz? – szepnąłem w jej usta. – Nie kłamałem. Teraz pójdę, a ty śpij spokojnie. Dobranoc.

Pocałowałem ją w usta, a ona oddała mi niepewnie pocałunek.
Tak bardzo chciałem widzieć jej twarz w tym momencie.

Kim jesteś? – szepnęła.
– Snem, kochanie – odpowiedziałem. – Słodkim snem. Śpij.

Wstałem i wyszedłem z sypialni. Ona została w łóżku.
Wyszedłem i zamknąłem drzwi za sobą. Włączyłem prąd na tablicy przed drzwiami i zbiegłem po schodach.
W spodniach miałem mokro. Wytrysk lepił materiał do brzucha i niżej.
Co ja wyprawiam? Pojebało mnie!
Wtargnięcie i napad, to tylko przychodziło mi do głowy.
Ale to było działanie pod wpływem impulsu, nigdy wcześniej nie zachowywałem się tak nieodpowiedzialnie. Do tej dziewczyny mógł bym przyczołgać się po rozżarzonych węglach nago.
Pojebało mnie…

Wsiadłem na motor i pognałem do domu. Mam wszystko nagrane.

Audiobook znajdziesz na:

Dodaj komentarz