Wakacyjny epizod cz. 3

Rozdział 3

Ucieczka

TOMEK

Jeszcze w czerwcu podjąłem decyzję o tym, że tego lata odrzucę propozycję aquaparku i po raz pierwszy od lat, nie spędzę wakacji, jako ratownik. Nie z powodu zarobków, te nie były atrakcyjne nigdy. Plus tego zajęcia był jednak taki, że mogłem się spokojnie uczyć. Wodoodporna słuchawka w jednym uchu, volume na niskiej głośności i chłonąłem wiedzę z nagrań udostępnianych w sieci. Uczyłem się naprzemiennie angielskiego i włoskiego, albo po prostu odsłuchiwałem audiobooki o tematyce biznesowej. Przy okazji pracowałem na świeżym powietrzu, co też miało swoje zalety.

Nikt nie zauważał słuchawki w uchu, a półdługie włosy pomagały w tym i to był główny powód, dla którego ich nie ścinałem. Na studiach też robiłem ten sam numer, umilając sobie audiobookami nudne wykłady, na których obecność była obowiązkowa.

Przez cały rok w weekendy dorabiałem jako kelner i tutaj zarobki były o wiele lepsze, niż w byciu ratownikiem. Ani jedno, ani drugie zajęcie nie angażowało zbyt wielu procesów myślowych. Nie przejmowałem się tym, odkładałem kasę. Miałem cel i to było najważniejsze.

Niestety, w pewnym momencie pojawił się duży problem. Rok temu pewna dziewczyna dostała na moim punkcie bzika. Dosłownie. Spędzała całe dnie rozłożona na leżaku basenowym, bądź na ręczniku, jeśli nie udało jej się zająć jakiegoś w porę. W knajpie, w której pracowałem nie mogła robić tego samego z wiadomych względów. Musiałaby zamawiać, kupując i płacąc. Miała mnie jednak przez pięć dni w tygodniu, niczym krewetkę nabitą na widelec. Przyglądała mi się, jakby to patrzenie było jej niezbędne do życia. To nie było najgorsze. Mogłem wytrzymać nachalne gapienie się na mnie, ale dziewczyna postanowiła pójść o krok dalej. Zaczęła mnie nagrywać telefonem i robiła mi zdjęcia. Gdyby tylko do własnego użytku, zniósłbym to jakoś. Niestety, przegięła, delikatnie mówiąc, przysłowiową pałę.

– Tomek, czy tobie całkiem odjebała palma?! – Krzysiek bez powitania przeszedł do sedna, dzwoniąc w sobotę rano i budząc mnie zbyt wcześnie.

Za wcześnie, bo w soboty spałem dłużej po to, by być na chodzie do późnej nocy. Knajpa, w której kelnerowałem, a często robiłem również za ochroniarza, była otwarta do ostatniego klienta. Wiązało się to zazwyczaj z powrotem do domu nad ranem. Czasami o czwartej, a nawet piątej.

– Nic mi o tym nie wiadomo – mruknąłem, wiedząc, że pewnie już nie usnę. – Powiedz coś więcej, to może ci przyznam rację.

– Starasz się o posadę w modelingu, czy tworzysz fan klub chętnych ci cipek? – Drażnił się ze mną, każąc się ciągnąć za język.

– Rozłączam się, chyba że przejdziesz do sedna – warknąłem, choć najchętniej rzuciłbym wiązanką bluzgów.

Rano nie należę do zbytnio miłych ludzi. Nie jestem radosny niczym skowronek, ale zmienia się to po pierwszych kęsach śniadania i łyku kawy. Słabej, bo słabej, ale koniecznie kawy. Ot przyzwyczajenie studenta.

– Oj stary! – Krzysiek westchnął teatralnie. Całe szczęście, bo znaczyło to, że wreszcie przejdzie do sedna. – Właśnie sobie myślę, że może lepiej jest nie wyglądać zbyt dobrze. Twój przykład mnie w tym utwierdza. Ale ci jedna dupa narobiła fejmu! Przejdź na głośnomówiący i odpal Facebooka.

Po tych słowach wiedziałem, że z całą pewnością nie usnę już tego ranka.

Okazało się, że psychofanka założyła mój fanpage. Ze mną, jako prowadzącym i udzielała odpowiedzi, jako ja. Na facebookowym wallu znalazłem masę zdjęć i filmów kręconych z boku. Ewidentnie widać było, że nie robię ich sam, a mimo to opisy wskazywały na fakt, że to moja radosna twórczość. Opisy filmików głosiły: „Mój zwykły dzień w pracy.”, albo „Moje boskie ciało”.

– Ja pierdolę – jęknąłem, widząc dokładne studium własnego tyłka w ujęciu z żabiej perspektywy.

Pewnie nagrywająca mnie osoba leżała na ręczniku i stąd taki kąt.

– Komuś nieźle odjebało na twoim punkcie – Krzysiek, jak przystało na kumpla nie cieszył się z mojego wkurwu. Zadzwonił, bo wiedział, że będę chciał coś z tym zrobić. – Weź to zgłoś. Ja już to zrobiłem. Niech świruskę zbanują.

Zgłosiłem więc użytkownika, w efekcie zablokowano konto. Po nim powstało nowe. Ponowiłem zgłoszenie, znów zamknięto i to drugie. Po nim trzecie i czwarte, a wszystko w przeciągu dwóch dni! Dziewczyna nie dawała za wygraną.

Ponieważ wiedziałem, kto jest sprawcą, czy raczej sprawczynią, postanowiłem coś z tym zrobić i wziąć ją po dobroci. Przełamałem się więc, podszedłem do laski i poprosiłem, by przestała. Miałem nadzieję, że moje bezpośrednie działanie przyniesie efekt i dziewczyna ogarnie się i zaprzestanie stalkowania mnie. Mówiłem ja, a ona patrzyła na mnie, jak ciele w malowane wrota. Mógłbym przysiąc, że nie zarejestrowała ani słowa z tego, o co prosiłem. W efekcie na miejscu zamkniętego konta powstało kolejne. Nie mogłem nie docenić jej samozaparcia i pracowitości, bo każdorazowo musiała temu poświęcić godziny! W dodatku powstawały kolejne nagrania i miałem wrażenie, ze połowa dziewczyn na basenie mi się przygląda i nagrywa mnie telefonem. Nie ważne, że być może po prostu oglądały coś w necie. Wpadałem w obsesję i czułem się, jak kaczka do odstrzału. Dziewczyny były myśliwymi, pukawkami smartfony, a zwierzyną ja.

Zgłaszałem kolejne konta, a na ich miejsce powstały następne i tak się to toczyło. Skąd wiedziałem, że to ta dziewczyna jest ich założycielką? Ta jedna nie zagadywała mnie, lecz śledziła okiem kamerki w telefonie. Nie mogłem jej tego zabronić, musiałbym utopić telefon w basenie.

Postanowiłem zrezygnować z pracy ratownika, w efekcie musiałem zmienić plany na wakacje. Podczas roku studenckiego wrócę do weekendowej pracy w knajpie. Teraz jednak czułem potrzebę by wyjechać gdzieś na tyle daleko i w takie odosobnienie, by stalkerka nie znalazła mnie i nie nagrała kolejnych materiałów filmowych.

Po niespełna miesiącu pracy na kąpielisku Bugla dowiedziałem się o czymś, co dało mi możliwość zniknięcia na jakiś czas z radarów stalkerki. Praca wychowawcy kolonijnego była do tego idealna tym bardziej, że obóz miał być umiejscowiony w środku mazurskich lasów, z dala od cywilizacji. Utrudniony dojazd, najbliższe większe miasto oddalone o pół godziny jazdy od obozowiska. Idealnie!

Pieniądze, które oferowano za pracę opiekuna dzieciaków, były podobne do zarobków ratownika. Nie stać mnie było na niepracujące wakacje, a i tak musiałem zrezygnować z kelnerowania w weekendy. Doszedłem jednak do wniosku, że potraktuję wyjazd do pracy na Mazury, jako namiastkę urlopu i terapię dla zszarganej przez namolną laskę psychiki. Wyciągnę z pobytu w królestwie jezior tyle, ile zdołam. Przy okazji ukryję się i nim wrócę, może śledząca mnie dziewczyna zmieni obiekt westchnień. Jeśli nie, to wezmę kolejny turnus. Jeśli po powrocie nie odpieprzy się, to zwyczajnie zgłoszę ją na policję. Udokumentuję nękanie i tylko szkoda mi było czasu na takie pierdoły.

Jako pierwszy potomek i brat dwóch sióstr, oraz jednego brata byłem przyzwyczajony do tego, że nawet mając wolny czas, choćby właśnie wakacje, jestem przede wszystkim najstarszym bratem. Pomagałem rodzicom w zajmowaniu się rodzeństwem i to ja się nimi opiekowałem, gdy staruszkowie tyrali na utrzymanie nas. Rozumiałem to i nie miałem do nich pretensji. To ja pilnowałem rodzeństwo, gdy tymczasem rodzice szli, by zapracować na utrzymanie sześcioosobowej rodziny. Praca opiekuna młodzieży niewiele się od tego różniła. Przynajmniej tak sądziłem. Co może zrobić szesnastka dzieciaków, które będę miał pod opieką, czego nie zrobiła trójka rodzeństwa? Pięć razy więcej głupot, niż brat i siostry. Wielkie mi rzeczy. Skoro dawałem sobie z tym radę w wieku lat dwunastu, to po dziesięciu latach opiekowania się nimi dam radę i z obcymi smarkami.

Złożyłem papiery, wypełniłem formularz i pozostało mi tylko spakowanie się i oczekiwanie na dzień wyjazdu. Planowałem, co zabiorę. Musiałem zrobić jeszcze ze dwa prania, ewentualnie dokupić spodenki i tyle było przygotowań.

Nawet i to zostało mi utrudnione przez ześwirowaną dziewuchę. Gdy poszedłem po spodnie do Zary w Galerii Katowickiej zauważyłem, że stalkerka i tu mnie namierzyła i postanowiła śledzić. Ja pierdolę! Widocznie szła za mną od mieszkania. Wcześniej jej nie widziałem, ale w jasnym, przestronnym i dobrze oświetlonym sklepie nie miała się gdzie ukryć. Nagrywała mnie właśnie telefonem, trzymanym ponad jednym ze stojących w przejściu wieszaków, więc była widoczna, jak na dłoni.

– Ja jebie! – mruknąłem pod nosem, biorąc trzy pary krótkich spodni i skierowałem się do przymierzalni. – Ciekawe, czy do sracza też by za mną poszła.

Tego nie sprawdzałem, natomiast aż krzyknąłem, gdy stojąc na jednej nodze w przymierzalni i wkładając stopę do nogawki spodni zauważyłem, że dziewczyna włożyła rękę z telefonem do środka kabiny i bezczelnie nagrywała moje przebieranie się!

– Co ty wyprawiasz?! – Z impetem odsłoniłem zasłonkę przymierzalni i spojrzałem w szalone oczy dziewczyny. – Podglądasz mnie?!

Nic nie odpowiedziała, lecz schowała telefon do kieszeni, po czym szybkim krokiem, prawie biegiem opuściła strefę przymierzalni, a w efekcie pewnie i sklep. Ja natomiast straciłem ochotę na zakupy. Wziąłem pierwsze i jedyne spodnie, które mierzyłem, zapłaciłem za nie i opuściłem sklep. Zignorowałem kretynkę, która stała opodal wejścia do sklepu i czekała na mnie. Na parterze galerii wyszedłem przez obrotowe drzwi i ze spodniami pod pachą puściłem się biegiem wzdłuż ulicy Mariackiej. Wątpiłem, by mnie dogoniła. Raczej nie dorówna mi tempem, ani kondycją fizyczną. Nie ten typ. Właściwie to nie znałem tego typu ludzi. Jakież smutne życie musi mieć ta dziewczyna, skoro spędza je na stalkowaniu kolesia i podszywaniu się pod niego, tworząc jego fanpage.

Jeszcze tego dnia byłem spakowany i gotowy do wyjazdu. Opuszczałem właśnie szkołę, w sekretariacie której dokonałem ostatnich formalności. Doniosłem kserokopię karty szczepień, o której zapomniałem dzień wcześniej. Pogwizdując pod nosem, zbiegłem ze schodów. Naparłem z impetem na drzwi i poczułem, że uderzyłem nimi w kogoś po drugiej stronie. Chciałem przeprosić i pomóc poszkodowanemu. Było mi głupio i czułem się winny. Te uczucia ustąpiły miejsca irytacji, gdy zobaczyłem w kogo uderzyłem. Na chodniku siedziała śliczna blondyneczka, ale nie to zwróciło moją uwagę. Była wyjątkowo ładna, ale zniesmaczył mnie jej ubiór. Jasna koszula, którą wpuściła w spodnie do kolan, była rozpięta prawie do pępka. Dziewczyna podniosła się z chodnika i markując okrywanie nagości, spojrzała na mnie tak zalotnie, że aż mnie zemdliło.

Czyżby kolejny numer stalkerki? Zaczęła na mnie nasyłać koleżanki? A może to już tak daleko zaszło i teraz będzie więcej śledzących mnie panienek? Kurwa, przecież ja zaczynam fiksować!

Postanowiłem ewakuować się z miejsca zdarzenia. Ładne cycki i apetyczna blondyneczka kusiły. Mógłbym zaprosić ją na kawę i może byłoby całkiem przyjemnie. Niestety, psychofanka zagrażała mojej wolności, poczuciu swobody i zdaje się również zdrowiu psychicznemu. Wszędzie widziałem czających się prześladowców!

Wolałem odejść, by nie zobaczyć na Facebooku kolejnego swojego zdjęcia.

Zaczynałem obawiać się własnego cienia! Niedobrze. Musiałem wyjechać i odpocząć.

Kup poprzedni tom pt. "Worek treningowy"! Ebook kupisz u mnie w sklepie, ale możesz też czytać na Legimi i w EmpikGo

Dodaj komentarz