Zakazana TOM 2 cz. 10

Rozdział 10

Po wieczornej rozmowie z Adamem poszłam do pokoju i zajmowałam się Kacperkiem, niczym robot.

Umyć go, położyć i uśpić. Następnie umyć siebie i również spróbować usnąć. Jasne! Gdyby to było takie łatwe. Leżałam i „sufitowałam” godzinę i drugą, ale sen nie chciał nadejść. W końcu zerwałam się z łóżka i wkurzona do granic możliwości, zaczęłam chodzić po pokoju.

Mało mi było miejsca i czułam się tak, jakby ściany napierały na mnie. Postanowiłam wyjść z pokoju i pozwiedzać dom nocą. Tego jeszcze nie robiłam. Ciemności się nie bałam, a okna Adama już od dawna były ciemne, więc pewnie smacznie spał. Ja nie potrafiłam i już nie zamierzałam próbować.

Jutro rano mamy jechać do ginekologa. To Adam wysłał mi w wiadomości tekstowej: „Zacznijmy od wizyty u ginekologa”. Swoją drogą szybko działa! Ale co się dziwić? Facet ma potrzeby, co wynikało ze słów Oliwii. Ostrzegała mnie przed nim i po części się bałam. Mam być owieczką na jeden ząb?

Ok, nie mam doświadczenia i nie znam się na uwodzeniu. Nie miał mi kto tego przekazać i nauczyć kontaktów z mężczyznami. Wiem tyle, co od koleżanek. Chociaż z drugiej strony nigdy nie słyszałam od żadnej, by rozmawiały o tym z własnymi matkami. Przynajmniej się tym nie pochwaliły.

Stojąc teraz w ciemnej, pustej i cichej kuchni dotarło do mnie, że ja w ogóle niewiele wiem o byciu rodziną! Choć z drugiej strony nie! Przecież byliśmy rodziną. Czteroosobową, kochającą się nad życie i gotoweą na największe poświęcenia. Ja i bracia, zgrany i dbający o siebie team, pozbawiony dotąd dorosłego, który opiekowałby się nami. U nas czegoś takiego nie było, musieliśmy sobie radzić sami i robiliśmy to świetnie! Byliśmy zdrowi, uczyliśmy się świetnie i trzymaliśmy razem. Teraz, to ja przejęłam rolę dorosłego i wyglądało na to, że dzięki zrządzeniu losu zabiorę chłopaków z tamtej meliny. Zamieszkają blisko mnie w cieple, w czystym i bezpiecznym miejscu. Jedyne, co muszę zrobić, to…

– Skurwić się – wyszeptałam.

Wiedziałam, że będę handlowała ciałem, ale tylko to miałam do przehandlowania! W zamian mogę zmienić diametralnie życie Tomka i Arka. Swoje i Kacpra już zmieniłam.

Muszę to mądrze rozegrać – mówiłam do siebie, ale potrzebowałam wypowiedzieć to na głos. – Nie jak niewinne dziewczątko, ale też nie jak doświadczona kobieta.

Moja siła tkwiła właśnie w braku doświadczenia, bo biegłych w seksie kobiet Adam miał dotąd pewnie na pęczki. Choćby Oliwia i jej brak skrępowania własną seksualnością. Ona nawet nie kryła, że po to tutaj przyjechała – na seks.

No i kolejna sprawa! Wejdę jej sobą w paradę! Chyba Adam nie będzie tak perfidny, by sprowadzić ją tutaj, a w międzyczasie korzystać i ze mnie?

Boże, już się w tym wszystkim gubiłam, a dopiero wchodziłam w nową rolę!

Postanowiłam się czegoś napić. Może mięty, albo melisy? To ulubione zioła Miry. Woda w czajniku szumiała, ja czekałam by się zagotowała. I wtedy wzrok mój padł na blat kuchenny i mrugające delikatnie światełko. Czy to laptop Adama? Czyżby po naszym spotkaniu siedział tutaj? Też nie potrafił usnąć? Pił herbatę, czy to był tylko pretekst, byśmy się spotkali w kuchni? Gdzie jak gdzie, ale tutaj bywałam najczęściej.

Podeszłam, otworzyłam, ekran zaświecił.

Hasło? – mruknęłam, widząc okienko logowania. – Skąd mam je…

I urwałam, widząc karteczkę z ciągiem liter i cyfr przyklejoną pod klawiszami. Wpisałam i uśmiechnęłam się, widząc logowanie.

– Nieostrożny jesteś, ale przed kim miałbyś się tu chronić? – szepnęłam, siadając przy blacie stołu.

Dawno nie korzystałam z komputera, ale nie był dla mnie tajemną machiną. Nigdy nie używałam Apple, a ten system różnił się od Windowsa, to na szczęście był intuicyjny. Odetchnęłam z ulgą.

Miałam pewne braki w wiedzy praktycznej, natury damsko – męskiej i chciałam je uzupełnić. Nadarzyła się po temu okazja i postanowiłam z niej skorzystać. Nie tutaj, bo ktoś może mnie na tym przyłapać, lub Kacper się obudzi i będzie mnie szukał, albo się po prostu wystraszy. Zamknęłam srebrne cacko ze świecącym jabłkiem i pobiegłam z nim do pokoju. Później odniosę laptop, to może Adam nic nie zauważy.

Usiadłam w łazience przy ścianie pod oknem na wypadek, gdyby Kacper się obudził. Wpisałam słowo „seks” w okienko wyszukiwarki i zaczęłam przeglądać kolejno strony. Szło mi opornie, bo zalew informacji był niczym wodospad. Wszystko, o wszystkim i masa nieinteresujących mnie informacji. Również pornografii.

W końcu znalazłam system przeglądania i im dłużej czytałam, tym szybciej oddychałam, a sen odpływał w siną dal. Po czytaniu przyszła pora na oglądanie. Włączałam filmiki, które samoistnie wpadły pod mój palec na trackpadzie i wtedy z podniecenia zaczął mnie boleć brzuch. Około trzeciej nad ranem zamknęłam przeglądarkę, w końcu i laptopa i na palcach odniosłam go do kuchni.

Leżałam w łóżku, sen nadal nie przychodził. Obrazy tego, co ledwie przed chwilą oglądałam, mieszały się z wyobrażeniem mnie w ramionach Adama. W brzuchu szalał mi już pożar, a w głowie układał się plan.

Podejrzewałam, że Adam chciał dzieweczkę płochliwą i subtelną, bo dotąd rżnął ekskluzywną sucz, czyli Oliwię. Najlepiej, by teraz dostał miks obu tych kobiet w moim ciele. Widziałam na filmikach, co robią kobiety i jak mężczyźni na to reagują. Słuchałam ich w skupieniu i uczyłam się. Przynajmniej taką miałam nadzieję.

W końcu udało mi się zapaść w sen. Nerwowy i przerywany.

Po dwugodzinnej, niespokojnej drzemce zerwałam się i w pidżamie pobiegłam do kuchni.

Mirusiu – poprosiłam z niewinną miną. – Czy mogłabyś pobyć z Kacperkiem do południa? Adam jedzie do miasta i obiecał mnie podrzucić do sklepu, a chcę chłopakom kupić po ciuchu, bo nic nie mają.

Nos mi się wydłużał od kłamstw, ale kochana Mira zgodziła się oczywiście.

W drodze do ginekologa milczeliśmy oboje. Zdawkowe „dzień dobry” na powitanie, po którym nastała kłopotliwa cisza. Sama wizyta przebiegła łagodnie. Pani doktor była miła, zadawała dużo pytań, zbadała mnie wyjątkowo delikatnie, w końcu pożegnała mnie, przekazując recepty. Nie mnie, ale Adamowi i to było dziwne. Z resztą jak cały nasz układ i relacje, bo mieliśmy być bliżej, gdy tymczasem nie potrafiliśmy rozmawiać? Obawiałam się, że z całego naszego układu może wyjść wielkie nic. A nie mogło!

Z drugiej strony byłam mocno podgrzana tym, co widziałam wczoraj w internecie. Pierwszy raz od… chyba od zawsze, miałam możliwość popatrzeć na strony tego typu na spokojnie. Może to niedokładne określenie stanu, w którym byłam, bo jeszcze teraz na samo wspomnienie akcji w filmach zaciskałam uda i uspokajałam serce.

Już sama obecność Adama obok i wspomnienie tego, co mi robił, stojąc między udami, jak się o mnie ocierał, gdy siedziałam na biurku, pobudzał, nie pozwalając się uspokoić.

Nie założyłam stanika i zrobiłam to z premedytacją. Chciałam uwodzić Adama, nim on uwiedzie mnie. Taki był mój plan. Może nie doprowadzenie do seksu, ale rozkojarzenie go i skoncentrowanie na moim ciele.

Nie uprawiałam dotąd seksu, ale nie przez romantyczne wizje tego, jak powinien wyglądać mój pierwszy raz. Nie czekałam na księcia, a nawet nie oczekiwałam miłości. Nie znałam nikogo, kto znałby kogoś zakochanego dłużej, niż w pierwszym pięknym okresie tuż po poznaniu. Koleżanki mówiły o rodzicach, ale żadna nie wspomniała słowem o szczęściu i miłości. Gdy o to pytałam, wyśmiały mnie.

Z każdym upływającym rokiem, zbliżającym mnie do pełnoletności, pozbywałam się złudzeń i teraz cieszyłam się jedynie tym, że zachowałam dziewictwo. Ot, dodatkowa karta przetargowa i wyróżnik szarej myszki, którą dla niego pewnie byłam.

Cisza ciążyła mi w drodze do apteki. Gdy wysiadał z auta, spodnie opięły się na jego pupie. Był wyjątkowo kształtny, to mu musiałam przyznać. Samą siebie zaskoczyłam tym, że zwróciłam uwagę na ten detal męskiej urody. A śmieszyło mnie, gdy koleżanki zachwycały się czyimś tyłkiem!

Zostałam sama w cichym samochodzie z przyciemnionymi szybami. Włożyłam rękę do majtek i z zaskoczeniem stwierdziłam, że jestem mokra! Jeśli nie rozładuję wewnętrznego napięcia, to mi para uszami pójdzie!

Plan w mojej głowie ewoluował i zmieniał się z sekundy na sekundę. Najpierw postanowiłam kusić Adama, rzucając półsłówka. Po chwili stwierdziłam, że nie jestem w tym biegła i tylko się wygłupię, mówiąc mało dojrzałe hasła. Dziewica świntusząca i kusząca słowami? Raczej nie.

Później całowałam Adama w myślach. I tu znów przyszła konsternacja, bo całować też nie potrafiłam. Widziałam koleżanki, które robiły to ze swoimi chłopakami godzinami. Szły w przysłowiową ślinę podczas imprezy i potrafiły trwać w tym splocie z chłopakiem przez dwie, czasami trzy godziny. Ja próbowałam dwa, może trzy razy i każdorazowo było to obrzydliwe. Wtedy tak, jednak Adam wywoływał we mnie zupełnie inne odczucia.

W końcu w wyobraźni siadałam na nim i ocierałam się, jak wtedy na biurku. Wciąż nasuwały mi się obrazy męskich penisów, penetrujących wykrzywione w ekstazie rozkoszy kobiece usta i sperma tryskająca im na piersi. Cipki przyjmujące ich sztywne drągi i gwałtowne ruchy w ich wnętrzu, rozbijały mój spokój. Spokój? Dobre sobie. Nie byłam ani odrobinę spokojna!

Dotąd podniecenie omijało mnie i panowałam nad sobą. Odmawiałam chłopakom, nie spotykałam się z żadnym i nawet nie ciągnęło mnie do nich. Byłam z tego powodu dumna z siebie, że taka twardzielka jestem i stąpam twardo po ziemi. Nie bujam w obłokach i nie poddaję się wyimaginowanym pragnieniom. Teraz coś się zmieniło i podejrzewałam, że miało związek z tym, co uczynił mi Adam. Demolka, którą we mnie zaprowadził i to co sobie samodzielnie zrobiłam nocą w mózgu, doprowadziło mnie teraz do konsystencji półpłynnej.
Składałam się w obecnej chwili z masła, oliwy i kisielu.

Odgłos odblokowującego się zamka w drzwiach wyrwał mnie z zapętlenia na nowych jak dla mnie myślach. Adam wsiadł do samochodu. Znów nic nie powiedział, lecz odpalił silnik. Nie wrzucił biegu, lecz trwał w ciszy, którą rozpraszał jedynie pomruk maszyny.

Wiesz? – Poczułam potrzebę powiedzenia czegoś, by przerwać napięte milczenie. – Nawet się z tego cieszę.

Znów nic nie odpowiedział, ale w końcu zaczerpnął powietrze i szepnął.

Mówisz szczerze? – Popatrzył na mnie, jakby sprawdzał, czy się z niego nie nabijam.

Tak – potwierdziłam prostolinijnie.

– Pokaż mi, jak się cieszysz – mówiąc to, zmrużył oczy.

Trochę mnie to zastopowało, ale nie strachem, ale czymś przyjemnym rodzącym się w podbrzuszu. Czyżby mnie podpuszczał, mając nadzieję, że zacznę się wycofywać z tego, co mówiłam wcześniej? O niedoczekanie twoje!

Jak?

– Pocałuj mnie – rzucił, niczym wyzwanie.

Dodaj komentarz