Zakazana TOM 2 cz. 4

Dwa dni i, w sumie, cztery lajwy na TikToku za mn膮. By艂o super, ale potrzebuj臋 ciebie na tych ljwach. Ciebie i Twojego palca 馃檪 Po co? By艣 mog艂a/ m贸g艂 TAPOWA膯 馃榾

Tak, nowe dla mnie medium i nowe na nim zasady.聽

Je艣li mo偶esz, to b膮d藕 o 13-tej na lajwie z audiobookiem i moim malowaniem, albo o 21-szej, gdzie szeptam ksi膮偶k臋 w ramach #ligaszeptem 馃檪

M脫J TIKTOK

Rozdzia艂 4

Nowy rozdzia艂

Rano wystartowa艂em do pracy. Z r膮k Miry odebra艂em kubek termiczny z kaw膮 i ruszy艂em w drog臋. M艂odej jeszcze nie by艂o. Zrezygnowa艂a?

A co mnie to w艂a艣ciwie obchodzi?

***

Mam zacz膮膰, ale musz臋 wpierw pogada膰 z matk膮. Wiem niestety, 偶e b臋d膮 z ni膮 problemy. Nawet, gdyby nie by艂 powodu do nich, ona znajdzie pretekst do spinki, bo taka ju偶 jest. Znajdzie pow贸d, by pokaza膰 swoj膮 przewag臋, bo to ona wci膮偶 jest opiekunem prawnym. Ch艂opak贸w.

Mamo 鈥 zacz臋艂am 艂agodnie. 鈥 Zaczynam now膮 prac臋.

No i najwy偶szy czas! 鈥 Jej jazgotliwy g艂os podni贸s艂 mi w艂oski na przedramionach. 鈥 Tyle czasu wisia艂a艣 na moim garnuszku!

Nie oderwa艂a nawet wzroku od lusterka, w kt贸rym ocenia艂a efekty post臋pu czasu i dzia艂ania destrukcyjnego trybu 偶ycia na urod臋.

Dosta艂am lokum i chc臋 wzi膮膰 z sob膮 Kacpra, bo wiem 偶e jeste艣 zbytnio zapracowana, by mie膰 dla niego czas.

Ten podkop pod jej ego, kosztowa艂 mnie mn贸stwo energii. Chcia艂am jej wykrzycze膰, 偶e jest suk膮 kt贸rej nie obchodzi los w艂asnego dziecka i 偶e musz臋 jej wydrze膰 malucha, by nie p艂aka艂 w zimnie, g艂odzie i samotno艣ci, gdy tymczasem ona b臋dzie si臋 kurwi艂a z kolegami. Milcza艂am jednak, czekaj膮c na jej parszyw膮 reakcj臋 i nie zawiod艂am si臋.

Tylko nie my艣l, 偶e oddam ci pieni膮dze, kt贸re na niego dostaj臋! 鈥 Spojrza艂a na mnie, mru偶膮c oczy ponad kraw臋dzi膮 lusterka. 鈥 Mam jeszcze dw贸ch darmozjad贸w na utrzymaniu!

Wredna picz, my艣la艂a tylko o w艂asnym ty艂ku. Obie wiedzia艂y艣my, 偶e ani grosz z zasi艂ku nie trafia do brzuch贸w, czy na grzbiety moich braci. Wszystko sz艂o na jej ciuchy, kosmetyki i zabaw臋. Scze藕nie w piekle! Cholera, nie chc臋 takich z艂ych my艣li!

Utrzymam nas za w艂asn膮 pensj臋 鈥 odpar艂am, zaciskaj膮c z臋by.

To pomy艣l jeszcze, 偶eby si臋 do艂o偶y膰 do pozosta艂ych braci.

Ju偶 pr贸bowa艂a mnie doi膰, chocia偶 jeszcze nie pow膮cha艂am pieni臋dzy!

A偶 tyle, to raczej nie zarobi臋 za sprz膮tanie domu 鈥 sarkn臋艂am, powstrzymuj膮c odruch oplucia jej.

I to by艂 koniec rozmowy. 呕adnego: gratuluj臋 ci c贸rko znalezienia pierwszej w 偶yciu pracy. Zesz艂am jej ze stanu, wi臋c mog臋 zmy膰 si臋 na dobre, a zabranie malucha spod jej 鈥瀘pieki鈥, jest dodatkowym bonusem.

Widzia艂am, jak ci臋偶ko jest si臋 pogodzi膰 starszym braciom z nowym stanem rzeczy. Siedzieli na 艂贸偶ku i przygl膮dali mi si臋, gdy wpycha艂am do reklam贸wki swoje i Kacpra rzeczy. Nie by艂o tego du偶o, nie nad藕wigam si臋.

Nast臋pnego dnia rano, wy艣ciska艂am Arka i Tomka i zaprowadzi艂am Kacperka do szko艂y.

Po 贸smej sta艂am przed bram膮, zn贸w staraj膮c si臋 zapanowa膰 nad nerwowo艣ci膮.
Czy dam rad臋? Taki wielki dom! Precz czarne my艣li! Mam prac臋, a dodatkowo miejsce do mieszkania! Takiego bonusa nie bra艂am pod uwag臋. B贸g nade mn膮 czuwa.

Witaj dziecko. 鈥 Pogodna twarz Miry poluzowa艂a w臋ze艂ek, zaciskaj膮cy si臋 na moim 偶o艂膮dku. 鈥 Czas na nowy rozdzia艂 w 偶yciu.

Nowy rozdzia艂 zacz膮艂 si臋 ostro. Zosta艂am oprowadzona po domu, czy raczej mega willi, w kt贸rej pokazano mi sk艂adzik ze 艣rodkami czysto艣ci, tam dowiedzia艂am si臋, co czym mam czy艣ci膰.

Co chwila musia艂am zadawa膰 pytania, dotycz膮ce obs艂ugi niekt贸rych urz膮dze艅. Odkurzacz centralny by艂 dla mnie nowo艣ci膮, podobnie nowoczesna pralka, manekin susz膮co-prasuj膮cy do koszul i jeszcze kilka drobniejszych, lecz r贸wnie skomplikowanych. Po pi臋ciu godzinach wystrzeli艂am na autobus. Po kolejnej godzinie wr贸ci艂am z Kacprem, gotowa do dalszych zada艅.

Na dzi艣 wystarczy Kasiu. 鈥 Mira nie potrafi艂a oderwa膰 oczu od Kacperka. 鈥 Chod藕, poka偶臋 ci wasze nowe mieszkanie.

Warunki finansowe by艂y dla mnie co najmniej zadowalaj膮ce, szczeg贸lnie w por贸wnaniu z got贸wk膮, kt贸r膮 dotychczas mia艂am do dyspozycji na prze偶ycie. To, 偶e mog艂am dodatkowo mieszka膰 w miejscu pracy i to z braciszkiem, cieszy艂o mnie najbardziej.

Mira nie pyta艂a o nic. Z wczorajszej rozmowy wiedzia艂a, jak dot膮d 偶y艂am i dlaczego zabra艂am ma艂ego z sob膮.

Sz艂y艣my w艂a艣nie dr贸偶k膮, wiod膮c膮 z ty艂贸w kuchni do pomieszcze艅 gara偶owo 鈥 gospodarczych, kt贸re same w sobie by艂y poka藕nych rozmiar贸w budynkiem. Trzy bramy wjazdowe, pi臋tro powy偶ej zajmowa艂y pomieszczenia dla pracownik贸w.

Schody s膮 z ty艂u budynku. 鈥 Wskaza艂a kierunek. 鈥 Mia艂am kiedy艣 synka 鈥 m贸wi膮c to, patrzy艂a na podskakuj膮cego beztrosko Kacpra. 鈥 Umar艂 mniej wi臋cej w tym wieku.

Milcza艂a ona i milcza艂am ja. Nie mam poj臋cia, co si臋 w takich okoliczno艣ciach m贸wi.

Wdrapa艂a si臋 powoli po schodach, sapn臋艂a, wyci膮gn臋艂a z kieszeni fartucha p臋k kluczy i podesz艂a do ostatnich w ci膮gu drzwi.

Tutaj.

Pu艣ci艂a nas przodem, sama zostaj膮c za progiem.
鈥 Jak si臋 rozpakujecie,
to przyjd藕cie do kuchni co艣 zje艣膰. Pewnie nie zrobi艂a艣 jeszcze zakup贸w.

Chcia艂am odpowiedzie膰, 偶e nie zapomnia艂am o zakupach, tylko nigdy o tej godzinie nic ju偶 nie jemy, ale Miry nie by艂o. Zamkn臋艂a za sob膮 drzwi, zostawiaj膮c nas samych.

Podziwia艂am oto miejsce, kt贸re mia艂o si臋 sta膰 naszym prywatnym rajem. By艂 to ma艂y przedpok贸j z szaf膮 i drzwiami do 艂azienki. Drzwi obok prowadzi艂y do ubikacji, kolejne do pokoju. Tu szcz臋ka mi opad艂a. Jasny pok贸j mia艂 aneks kuchenny, st艂 na cztery osoby, obok sta艂a kanapa, a przed ni膮 na 艣cianie wisia艂 telewizor.

Telewizor! 鈥 zapiszcza艂 rado艣nie Kacper i z zachwytem z艂o偶y艂 r膮czki przed sob膮, niczym do modlitwy. 鈥 Mamy telewizor!

Za kolejnymi drzwiami znajdowa艂a si臋 sypialnia z du偶ym, wygodnym 艂贸偶kiem, na kt贸re, po zrzuceniu napr臋dce but贸w, Kacper wdrapa艂 si臋 i z piskiem zacz膮艂 podskakiwa膰.
Ja klapn臋艂am na pod艂og臋 i鈥 rozp艂aka艂am si臋. Becza艂am, jak b贸br.

Co si臋 sta艂o? 鈥 Przestraszony maluch przycupn膮艂 obok mnie. 鈥 Boli ci臋 co艣?

Nie, kochanie. 鈥 Otar艂am r臋kawem obsmarkany nos. 鈥 Ja si臋 tak po prostu ciesz臋 i smutno mi, 偶e nie ma z nami Arka i Tomka.

To niech zamieszkaj膮 z nami! 鈥 powiedzia艂 z rado艣ci膮 w oczach. 鈥 Poprosimy?

To nie przejdzie, maluchu. 鈥 Przyci膮gn臋艂am go do siebie, wdychaj膮c dzieci臋cy zapach jego w艂osk贸w. 鈥 Jeste艣 g艂odny?

A mog臋? 鈥 Spojrza艂 na mnie, jak na idiotk臋, a mnie 艣cisn臋艂o w gardle ze wzruszenia.

Od teraz mo偶esz, brzd膮cu.

Na sporych rozmiar贸w zapleczu kuchennym, Kacper poch艂on膮艂 talerz po偶ywnej zupy i kilka kanapek, kt贸re z miodowym wyrazem oczu, podtyka艂a mu Mira.

Ma apetyt 鈥 powiedzia艂a z min膮 m臋drca. 鈥 Czyli zdrowy. A ty, nie jesz nic?

Nie potrafi艂am jej wyja艣ni膰, 偶e od tak dawna nie jadam wieczorem, 偶e m贸j organizm po prostu si臋 do tego przyzwyczai艂. Zapachy jedzenia, wype艂niaj膮ce ten dom pobudza艂y 艣linianki, lecz wieloletnie przyzwyczajenie, do t艂umienia g艂odu robi艂o swoje. Poza tym nie by艂am u siebie, g艂upio si臋 czu艂am.

Nie jestem g艂odna 鈥 stwierdzi艂am z u艣miechem. 鈥 Dzi臋kuj臋.

Zabierz ten talerz z kanapkami. 鈥 Wcisn臋艂a mi w r臋ce g贸r臋 kanapek, zgrabnie u艂o偶onych na bia艂ej porcelanie. 鈥 To na wypadek, gdyby maluch zg艂odnia艂 鈥 doda艂a, uprzedzaj膮c tym samym m贸j protest. 鈥 Id藕cie si臋 zadomowi膰, a od jutra zaczynamy na powa偶nie.

Zn贸w czu艂am 艂zy, cisn膮ce si臋 do oczu i gard艂a, skin臋艂am wi臋c tylko w podzi臋kowaniu g艂ow膮 i ruszy艂am ku nowemu mieszkanku.

Gdy szli艣my ku schodom, pod gara偶e zajecha艂o auto. Silnik zgas艂, drzwi kierowcy wypu艣ci艂y gospodarza domu, pana Adama.

Dzie艅 dobry. 鈥 Przywita艂am si臋.

Zn贸w by艂o mi g艂upio. Nie popracowa艂am jeszcze, a ju偶 u niego mieszka艂am i jad艂am jego jedzenie.

Kacperek, pisn膮艂 nie艣mia艂o na powitanie, po czym wtuli艂 si臋 w moje udo. Zawsze tak robi艂, staraj膮c si臋 znikn膮膰, gdy zachlany ojciec awanturowa艂 si臋 w domu.

Dzie艅 dobry 鈥 odpowiedzia艂. 鈥 Widz臋, 偶e jednak jeste艣. 鈥 U艣miechn膮艂 si臋 oficjalnie.

Jestem i chc臋 podzi臋kowa膰 za prac臋 i lokum. 鈥 Czu艂am potrzeb臋 wypowiedzenia tego na g艂os.

Nie ma za co. 鈥 Zamkn膮艂 drzwi auta, to z pikni臋ciem z艂o偶y艂o lusterka, na co Kacperek wychyli艂 si臋 zza mojej nogi i mog艂abym przysi膮c, 偶e zastrzyg艂 uszami. 鈥 Dobrej nocy.

I poszed艂.

Powitanie odfajkowane, pierwszy dzie艅 prze偶y艂am, czas na przyjemno艣ci!

W mieszkaniu powiesi艂am na wieszakach w szafie nasze ubrania, kt贸re ledwie zaj臋艂y u艂amek jej pojemno艣ci.

Jeste艣 g艂odny? 鈥 zwr贸ci艂am si臋 do ma艂ego.

Ani troch臋. 鈥 U艣miech na jego bu藕ce rozklei艂 mnie doszcz臋tnie.

Musia艂 si臋 tutaj czu膰, jak na wakacjach, na kt贸rych nigdy nie byli艣my.

Ale bardzo bym chcia艂 poogl膮da膰 telewizj臋. 鈥 Oczy 艣wieci艂y mu rado艣ci膮, jak dwie latarenki. 鈥 Mog臋?

A lekcje? 鈥 zapyta艂am odruchowo.

Odrobi艂em w szkole 鈥 odpowiedzia艂 jak zwykle.

Dobrze, b膮blu. 鈥 Zmierzwi艂am mu w艂osy. 鈥 Ty ogl膮daj telewizj臋, ja poogl膮dam k膮ty.

Roz艂o偶y艂 si臋 na kanapie z pilotem w r臋ku i zacz膮艂 zwiedzanie kana艂贸w. Mnie one nie interesowa艂y, wi臋c zacz臋艂am szczeg贸艂owy rekonesans.

Kuchnia wygl膮da艂a, jak nowa. Lod贸wka cicho mrucza艂a. Otworzy艂am j膮, by wstawi膰 do 艣rodka kanapki na jutro. Na g贸rnej p贸艂ce le偶a艂a cytryna. Symbol moich marze艅, do kompletu kt贸rego brakowa艂o jeszcze herbaty i cukru. Te znalaz艂am w szafce obok. W dww贸ch ogromnych kubkach zaparzy艂am bursztynowy napar, wsypa艂am cukier i wrzuci艂am po plasterku cytryny. Szcz臋艣liwa i spokojna usiad艂am obok braciszka, napawaj膮c si臋 bezpiecze艅stwem i pozytywnie my艣l膮c o jutrze. Ba! O przysz艂o艣ci!

B臋dzie dobrze 鈥 szepn臋艂am pod nosem, zaci膮gaj膮c si臋 cudownym aromatem napoju.

***

Dzisiejszy dzie艅 w firmie nie nale偶a艂 do najci臋偶szych. Wypocz臋ci po weekendzie pracownicy my艣leli jasno i samodzielnie rozwi膮zywali wi臋kszo艣膰 problem贸w decyzyjnych. Zdarza艂o si臋, szczeg贸lnie w pi膮tkowe popo艂udnia, 偶e potrafili robi膰 wid艂y z takich bzdet贸w, A偶 r臋ce cz艂owiekowi opada艂y! Dzi艣 dopinali艣my du偶y projekt, a ja nie tolerowa艂em fuszerki. Zreszt膮 by艂o tak i przy tych mniejszych.

O osiemnastej zaparkowa艂em ju偶 przed domem, my艣l膮c wy艂膮cznie o obiedzie, k膮pieli i nicnierobieniu. Mo偶e jeszcze tylko spojrz臋 do maili.

Przed gara偶em, z kopiastym talerzem po偶ywienia, wci艣ni臋tego zapewne przez Mir臋, sta艂a ma艂a Kasia, z przyklejon膮 do jej szczup艂ej nogi ma艂piatk膮. Dzieciak by艂 najwyra藕niej wystraszony.

Nie m贸j dzieciak, nie m贸j problem.

Tak w艂a艣ciwie, to oboje wygl膮dali, jak dwoje dzieci. I jak niby to drobne dziewcz膮tko ma podo艂a膰 czekaj膮cym j膮 obowi膮zkom? Zw膮tpi艂em we w艂asn膮 decyzj臋, ale tak naprawd臋, ryzyko by艂o niewielkie. Nie sprawdzi si臋, to szybko zmienimy dziewczyn臋 na kogo艣 innego. Nigdy nie przywi膮zywa艂em si臋 do pracownik贸w. Wyj膮tkiem by艂a Mira, ale j膮 traktowa艂em bardziej, jako cz艂onka rodziny. A ta ma艂a, to po prostu kolejna kobieta, kt贸ra ugnie si臋 pod naporem prac, b臋dzie narzeka艂a na jej nadmiar, mo偶e nawet na wysoko艣膰 p艂acy, w efekcie zniknie. Jak wiele poprzednich. 艁adn膮 bu藕k膮 tu nie zarobi.

Dodaj komentarz