Zakazana TOM 2 cz. 6

Rozdział 6

Praca, praca i jeszcze raz praca. Dużo pracy!

Wieczorami zmachany, ale i podekscytowany wracałem do domu. Wiedziałem, że zobaczę młodą jeśli nie w kuchni, to w oknie łazienki. Trochę niepokoiła mnie ta nowa fascynacja, ale była też czymś nowym i odświeżającym, bo nie znałem takich uczuć, a może po prostu o nich zapomniałem.

Mira była zauroczona dzieciakiem, spędzała z nim mnóstwo czasu. Najczęściej towarzyszyły im moje dwa psy, Ares i Kara. Labradory mieszkały w domku w ogrodzie i choć nie miały wstępu do domu, to uczestniczyły w życiu pełnymi śliny i psiego uśmiechu mordami. Pstrzyły trawniki kupskami, ich siki wypalały jasne plamy na trawie, by po kilku tygodniach ożywić zieleń, jak pod dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

Oliwia zaczęła się po weekendzie namolnie dobijać, czym odstraszała mnie tylko. Pasuje mi obecny układ i nie zamierzam w nim nic zmieniać. Spotkania, seks, czasami wspólny wyjazd i tylko jakoś nie uśmiechał mi się ten zaplanowany na koniec lipca.

***

Była środa, około południa. Mira jest na zakupach, a w drodze powrotnej odbierze Kacperka ze szkoły. Wszystko tak dobrze się układa, że aż się dziwnie czuję!

Sprzątam, pucuję, w międzyczasie popijam herbatę, mój ulubiony napój. Oczywiście z cytryną, która chyba na zawsze zostanie dla mnie symbolem luksusu.

Korzystam z kuchni głównej i dziwnie mi z tym. Dwudrzwiowa lodówka, pełna rozmaitości i mogę je tak po prostu jeść! Niesamowite uczucie. Nie muszę się ukrywać z jedzeniem, ani martwić, że czegoś braknie dla Kacperka. Jak ja bym chciała móc ściągnąć tu Arka i Tomka! Marzenie.

Mira będzie mnie uczyła gotowania i cieszę się tym!

Miałam właśnie posprzątać pokój gospodarza. O odkurzyć, umyć podłogi, resztą zajmie się Mira. Jak na razie dajemy radę we dwie, bez trzeciej dziewczyny, która zrezygnowała właściwie w tym samym momencie, w którym ja zaczęłam pracę. Mira twierdzi, że dzięki temu, że jestem taka obrotna, już niedługo będę zarabiała więcej, bo skoro nie potrzeba kolejnej osoby do pomocy, to Adam na pewno mnie doceni. Ponoć nade wszystko nie lubi tłoku w domu.

Wracam myślami do tego, co mówiła pani Stenia. Że będę żałowała tego, że podjęłam się tej pracy? Że gospodarz jest strasznym człowiekiem? Jakoś tego nie zauważyłam. Zwyczajny, samotny mężczyzna i tyle. Atrakcyjny, ale cichy i nie nawiązujący ze mną żadnego dialogu. Od momentu zatrudnienia właściwie nie rozmawialiśmy. Poza momentem, gdy poprosiłam go o czasowy meldunek. I nic ponadto.

Poza mną i Mirą, zatrudniony jest jeszcze dochodzący konserwator – ogrodnik, starszy pan, który przychodzi trzy razy w tygodniu.

Pan Antonii i Mira zaczynają zawsze od kawy, pogawędki i ciasta, które ona regularnie piecze. I chyba jest przygotowywane dla niego. Czyżby Mira i Antonii?

Stałam przed drzwiami do pokoju Adama z ręką na klamce i dziwnym podekscytowaniem w żołądku. Podłączyłam rurę odkurzacza do gniazdka w ścianie i odkurzałam. Odkurzałam i oglądałam. Jasne pomieszczenie, biurko, ogromne łóżko, duże okna, szerokie parapety, a na nich kwiaty i piękne przedmioty, oraz…

Wyłączyłam odkurzacz i podeszłam do okna, przy którym stało krzesło. Na parapecie stała szklanka z niedopitym płynem, obok leżała lornetka. Wyjrzałam za okno i zrobiło mi się gorąco.

Widokiem było okno mojej łazienki!

Najpierw zalał mnie gorąc, po chwili poczułam zimno w ciele. Towarzyszyła temu gonitwa myśli.

Czyżby zatrudnił mnie po to, by podglądać? Czy to z tego powodu przydzielił mi ten pokój? Ale przecież nie mógł przewidzieć, że poproszę go o meldunek. A może i tak znalazłby pretekst, by mnie tu zakwaterować? Co będzie kolejnym krokiem? Czy posunie się do napastowania? Czy to to miała na myśli pani Stenia?

Odłączyłam rurę i szybko wycofałam się z pokoju. Powiem, że zapomniałam o tym pomieszczeniu i sprzątnę je następnym razem. Postaram się, aby Adam to usłyszał.

I co ja mam z tym fantem teraz zrobić? Cholera jasna!

Pucowałam kuchnię, mieląc w myślach całą sytuację.

Mira świetnie gotowała, ale brudziła przy tym płytę grzewczą, palniki gazowe i szafki naokoło w sposób bezkonkurencyjny. Nawet na ścianie były plamy z pomidorów, że nie wspomnę o zapaćkaniu w komorze piekarnika. Nie dziwię jej się, bo nie musiała na to uważać. Nie to co ja, gdy za wszelką cenę należało ukryć fakt przyrządzania posiłku, zazwyczaj zupy. Istniało zbyt duże ryzyko, że to nas zdradzi i stracimy posiłek. Kilkudniowy, bo w takim systemie gotowaliśmy na zapas.

Umyłam płytę gazową, następnie otworzyłam piekarnik. Miskę z wodą postawiłam w środku, dziwiąc się rozmiarom wewnętrznym. Tak wielki piekarnik w domu? Przecież tu prosiaka w całości można by upiec!

Związałam ciasno włosy frotką i weszłam prawie do środka i tylko tyłek wystawał mi na zewnątrz.

Czynność zajęła mi z pół godziny, ale urządzenie wyglądało dzięki moim wysiłkom, jak nowe. Ja natomiast spocona i zmęczona usiadłam na piętach, podziwiając efekt swojej pracy.

Gratuluję wytrwałości – usłyszałam głos zza pleców.

Podskoczyłam wystraszona, odwracając się równocześnie.

Na krześle siedział wygodnie Adam. Wygodna poza wskazywała na to, że siedzi tu już od jakiegoś czasu i bezczelnie ogląda sobie mój wypięty zadek!

Dzień dobry – wybąkałam czując, jak rumieniec podgrzewa mi policzki. – Miry jeszcze nie ma, ale coś z wczorajszego obiadu zostało, więc panu odgrzeję – trajkotałam zdenerwowana. – Później posprzątam pana pokój, bo jeszcze nie zdążyłam. – Wykorzystałam okazję na wciśnięcie informacji. – Wcześnie pan dzisiaj wrócił.

Tak wyszło. – Uśmiechnął się inaczej niż zwykle, wstał i skierował się ku drzwiom. – Poproszę cię o przyniesienie obiadu na górę. Muszę trochę popracować, więc będę wdzięczny.

I wyszedł.

Nie ruszyłam się jeszcze przez dłuższą chwilę i znów włączyła mi się analiza. Sami w domu, ja u niego w pokoju? Nie! Przecież mnie nie zgwałci!

Myślałam, że noszenie tacy z jedzeniem jest łatwiejsze. Jest trudne! Odgrzałam zupę i ustawiłam ją na gustownej tacy. Ręce mi się trzęsły, zupa falowała niebezpiecznie przy krawędzi talerza, a jeszcze musiałam to wnieść po schodach!

Spocona i skoncentrowana na posiłku, który niosłam, otworzyłam drzwi przy pomocy łokcia. Nie odrywając wzroku od pomidorowej, podeszłam do biurka i postawiłam jedzenie, po czym odetchnęłam z ulgą. Zrobiłam to jednak za szybko, w efekcie czego część czerwonego płynu przelała się przez krawędź, płynąc kolorową stróżką i atakując rozłożone obok papiery.

Co robisz idiotko! – wrzasnął Adam. – Czy ty sobie zdajesz sprawę ile roboty mi narobiłaś?!

Wmurowało mnie i zdaje się zapomniałam o oddechu, albo po prostu zatchnęło mnie z osłupienia. Najpierw ogląda sobie moje dupsko, by po chwili zwyzywać od idiotek?

Byłam przyzwyczajona do wyzwisk i pomiatania w rodzinnym domu, ale teraz dostałam tymi przepełnionymi złością słowami w przysłowiowy pysk. Zabolało tak bardzo, że nie potrafiłam wykrztusić z siebie nawet zwykłych przeprosin. Stałam, patrząc na furię gospodarza i czując łzy złości i upokorzenia cisnące się do oczu.

Adam stał z rozłożonymi ramionami, z przerażeniem wpatrując się w plamę, która malowniczym wzorem rozlała się po jakimś sporych rozmiarów rysunku graficznym. Spojrzał w końcu na mnie i ramiona mu opadły.

Przepraszam, Kasiu – powiedział to bardzo cicho.

Po przeprosinach rozkleiłam się, użalając się po prostu nad sobą. Gdyby mnie stąd pogonił, płakałabym sobie w odosobnieniu, a tak rozryczałam się, jak idiotka.

To ja przepraszam – mówiłam, pociągając nosem i wycierając go nadgarstkiem. – Jestem idiotką, za dużo zupy nalałam. Przepraszam.

No już dobrze. – Podszedł do mnie, niezgrabnie łapiąc mnie za ramiona. – Jutro to wydrukuję i poprawię jeszcze raz, tylko przestań płakać.

Przestałam, ale nie dlatego, że mnie prosił. Stał blisko i pachniał tak cudownie! Do tego ciepło jego dłoni na ramionach i to, że był przy mnie taki wysoki! No dobra, jestem kurduplowata, w sensie, że niska i w kontakcie z ludźmi muszę zadzierać głowę.

Zadarłam więc głowę sprawdzając, czy naprawdę nie jest aż tak wściekły na mnie i zamarłam. Zapatrzyły na mnie szare oczy, lekki zarost pokrywał brodę poniżej. I te usta! Ani drobne, ani wydatne, a tak kusząco wykrojone. Wpatrywałam się w nie, zastanawiając się, jak to jest całować takie wargi. Jak to jest całować w ogóle.

Po chwili poczułam te usta na swoich, ich ostrożną pieszczotę i dłonie przyciągające mnie bliżej.

***

Mogłem się dzisiaj wyrwać wcześniej z biura i po raz pierwszy w karierze, skorzystałem z tej okazji. Pracownicy odprowadzili mnie zdziwionym wzrokiem, lecz żaden nie zapytał, skąd ta zmiana. Spróbowaliby tylko!

Nagroda czekała w domu. Kasieńka wystawała z piekarnika jedynie kształtną dupeczką, która kołysała się w rytm ruchów dłoni, szorującej wnętrze urządzenia grzewczego. Nie słyszała, że wszedłem, więc rozsiadłem się na krześle za nią i podziwiałem. Miałem nawet fantazję, by zaatakować ją, zdzierając legginsy z dupeczki wraz z bielizną i zerżnąć ją z głową w tym piekarniku. Przestałem fantazjować, by nie zaskoczyć młodej widokiem namiotu w spodniach i po prostu chłonąłem obrazek. Przyda się ten flash w głowie na czas samotnej potrzeby.

W końcu skończyła, usiadła na piętach i wtedy się przywitałem. Podskoczyła wystraszona, by po chwili zalać się szkarłatem i dodać mi kolejny, podgrzewający krew w żyłach obrazek do kolekcji.

Ewakuowałem się do pokoju na piętrze, przerywając tę coraz bardziej krępującą nas sytuację. Ją bardziej, bo ja się po prostu dobrze bawiłem. Tak mnie rozweselił jej rumieniec, e aż sam się temu zdziwiłem.

Siedziałem na górze, obstawiony projektami w formie papierowej i symulowałem zapracowanie. Tak naprawdę to myślałem w tej chwili o dziewczynie. Intrygowała mnie jej oszczędność w słowach, skromność i opanowanie, nietypowe osobom w jej wieku.

Miała przynieść mi obiad. Celowo poprosiłem, by doniosła go na górę. Chciałem zamknąć choć na chwilę trochę jej zapachu w tym pomieszczeniu. Bardziej ją poczuję wieczorem, gdy będzie w swojej łazience.

Lornetka! Schowałem ją szybko do szuflady ciesząc się, że przypomniałem sobie o tym szczególe. Mogłaby się domyśleć.

Wchodzi ubrana jedynie w kusą, półprzezroczystą sukieneczkę z tacą w dłoni, włosy zaplecione w warkoczyk i podaje mi jedzenie łyżeczką do ust, siedząc na moich kolanach. Sutki sterczą jej, jak antenki… Rany!Ależ się nakręcam!

Weszła ubrana, jak wcześniej. Legginsy, bluzeczka i kulka włosów spiętych zabawnie na czubku głowy. Była skupiona na talerzu, brwi zmarszczyła, a usta ściągnęła w dzióbek. Nie mrugała nawet i miałem podejrzenie, że nie oddychała, by nie wylać zupy. Ale wylała i to nie na tacę, nie na biurko, ale wprost na papiery i najważniejszy plan, który musiał być gotowy na jutro! Kurwa mać!

Zerwałem się w odruchu ratowania dokumentów, ale było za późno. Cztery godziny nanoszenia poprawek diabli wzięli! Przecież nie pokażę inwestorowi pomidorowego planu budynku!

Wydarłem się i wyzwałem ją, czując zbierającą się w głowie parę i wrzący mózg, a w reszcie ciała chęć do zdemolowania czegoś. Taka nieodpowiedzialność! Również moja, bo przecież mogłem sprzątnąć dokumenty.

Para ze mnie zeszła w momencie, gdy na nią spojrzałem. Taka drobna, spuszczone ramiona i łzy w oczach. I jak ją teraz przeprosić?

Przeprosiłem słowem, które odblokowało w niej coś, a z oczu popłynęły dwa strumyczki łez, nos próbowała wytrzeć dłonią. Podszedłem, by ją przytulić, ale nie potrafiłem. Jak mam przytulić istotę, którą minutę wcześniej rżnąłem w myślach? Dwukrotnie zresztą! Później opieprzyłem i zwyzywałem.

Uspokoiła się i spojrzała mi w oczy, a później skoncentrowała się na ustach, przywołując mnie oczami. Tak to poczułem i uległem temu. Pocałowałem ją delikatnie i to był błąd.

Dodaj komentarz