Zakazana TOM 2 cz. 7

Rozdział 7

Miękkie usta włączyły lewarek w moich spodniach, ręce nie słuchały mózgu i reagowały po swojemu. Dorosły facet, a czułem się, jak napalony szczeniak, który musi wsadzić łapy pod bluzkę dziewczyny! Moje już tam były. Nie powinienem, nie mogę, ale chcę i ta chęć była najsilniejsza. Zacisnąłem palce na jej piersi i wtedy usłyszałem jej cichy jęk. Pełen przyjemności i prośby o więcej. Resztki rozsądku zniknęły, zostało jedynie pragnienie.

Złapałem ją za pośladki i dźwignąłem, sadzając na blacie biurka i stając między jej udami. Nie odrywałem od niej warg. Wchłaniałem ją przez ślinianki i parłem sobą na materiał okrywający jej kobiecość. Reagowała żywiołowo, lecz bezwolnie, jak myszka zahipnotyzowana przez węża idąca na pożarcie. Ja byłem tym wężem i podobało mi się to.

Czułem jędrną pierś, zacisnąłem na niej dłoń i znów usłyszałem jej cichy jęk. Druga ręka wśliznęła się pod legginsy, a palec w zagłębienie między pośladkami. Zadrżała, ale nie wyrywała się. Musiało jej się podobać.

Ocierałem się o jej łono powolnymi ruchami, a ona dyszała mi w usta, gniotąc materiał mojej koszuli. Docisnąłem ją do siebie mocniej, pragnąc wbić się w jej wilgoć i wtedy zamarła z rozchylonymi ustami i zakwiliła. W pierwszym momencie wystraszyłem się, że płacze, ale nie odpychała mnie, lecz przyciągała do siebie. Odchylając głowę w tył i drapiąc mnie paznokciami.

Nie ruszałem się, podziwiając zjawisko. Oto zjechana słownie, a później zawładnięta fizycznie przeze mnie dziewczyna, zareagowała, jak narkomanka na narkotyk. Drżała w moich objęciach, zaciskając uda na moich biodrach i szczytowała? Zachwyciła mnie i otrzeźwiła.

A może to było udawane? A co, jeśli to jej sposób na seks z bogatym, sporo starszym facetem? Może to, co powiedziała o opiece nad młodszym bratem jest ściemą i właśnie przystąpiła do realizacji planu, w którym zamierza się ustawić przez łóżko?

Nie wiedziałem, co o tym wszystkim myśleć, więc nie ruszałem się i milczałem, pozwalając jej ochłonąć.

***

Siedziałam, zdaje się na blacie, obejmując go bezwstydnie udami i starając się strawić eksplozję we własnej głowie. Oczu nie chciałam otwierać, bo było mi zbyt dobrze.

Niestety, w życiu bywa tak, że po tym „zbyt dobrze” przychodzi rzeczywistość. Podniosłam powieki i w kadrze wzroku ukazał mi się Adam. Adam podniecony i zaskoczony równocześnie.

I co ja mam teraz zrobić? Podziękować i wyjść, czy zwolnić się od razu? Nie mogę! Nie znajdę drugiego tak dobrze płatnego zajęcia z wyżywieniem i mieszkaniem!

Siedziałam, starając się uspokoić oddech, on trzymał mnie w pasie i patrzył mi w oczy.

Tak cholernie świdrująco!

To ja już pójdę – wydukałam, czekając, by się odsunął.

Odsunął się i wtedy zobaczyłam ewidentne oznaki jego podniecenia. Spodnie wybrzuszał mu penis, źrenice miał ogromne, przez co pociemniały mu oczy i wbijał je w moją twarz. Wyglądał przy tym, jak gotowy do ataku zwierz, powstrzymujący się przed tym, resztką rozsądku.

Gdzie ja się znalazłam? Co ja robię do jasnej cholery?!

Ześliznęłam się z blatu, poprawiłam koszulkę i skierowałam się ku drzwiom. Nie powiedziałam nic, bo niby co tu mówić? Zapaliłam się, jak zapałka w jego zręcznych dłoniach i postawiłam tym samym przyszłość naszej czwórki pod znakiem zapytania. Mojej i braci. To się nie może powtórzyć!

I co to do kurwy nędzy było?! Skąd tyle samozapłonu w moim ciele?

Wyszłam z pokoju nie zaprzątając sobie głowy zamknięciem za sobą drzwi. Cicho zeszłam z piętra i skierowałam się do swojego pokoju. Musiałam się w nim zamknąć, odizolować i trawić, mielić, jak to mam w zwyczaju. Potrzebowałam chwili, by poukładać sobie wszystko w głowie, a przynajmniej spróbować.

Leżałam na łóżku, gdy do pokoju wpadł rozentuzjazmowany Kacperek.

Byliśmy w ZOO! – Podskakiwał, jak sprężynka. – Widziałem lwa i zebrę! – wykrzykiwał podekscytowany. – I foki widziałem i też i były super!

Chcąc nie chcąc, musiałam zwlec się z materaca i wczuć w nastój malucha. Oczy mu błyskały radością, buzię miał zarumienioną i uśmiechnięta od ucha do ucha. Ożywiłam się i ja.

A hipopotama widziałeś? – zagadnęłam.

Nie! – Nadmiar energii objawił się nadmierną złością. – Nie chciał wyjść spod wody skurczybyk.

Kacper! – Zrugałam go. – Słowa!

Przepraszam. – Spokorniał. – Ale hipopotam siedział w tej wodzie i czasami dziury nosa nad wodę wystawiał, a tak tylko spał głupi w wodzie! – Wyjaśnił ze smutkiem.

Spał, bo nie chciał oglądać ludzi. – Tłumaczyłam i uspokajałam jego nadmiary. – Czy ty byś się cieszył, gdyby przez cały rok hipopotamy chodziły i oglądały cię, jak jesz, śpisz i bawisz się?

No nie – przyznał, spuszczając głowę.

Mało tego! – Uniosłam palec w górę. – Patrzyłyby, jak robisz kupę!

Fuj! – Wykrzywił się. – Nie chciałbym tego! Chyba szkoda mi jest tych biednych hipopotamów.

Kacperku. – Uniosłam jego bródkę widząc, że mały zbytnio wczuł się w los hipków. – One mają się w ZOO wspaniale, bo nie muszą szukać pokarmu, czy bać się drapieżników. – Zazwyczaj ludzi, pomyślałam, ale nie powiedziałam tego na głos. – Dostają szczepionki na różne choroby i kąpią się w basenach, ale czasami nie chce im się po prostu wychodzić z wody, żeby je ktoś pooglądał.

Kacperek patrzył we mnie, jak w obrazek, chłonąc słowa, choć powinny to być słowa rodzica, lub dziadków. Ani jednych, ani drugich nie miał. Miał mnie i ta iskra świadomości, przywołała mnie do pionu.

To, że gospodarz domu i mojego obecnego portfela dobierał się do mnie, nie zmieni kierunku moich starań. Uległam, ale wracała rozsądna i trzeźwo myśląca Kaśka!
Kasia twardzielka, matka zastępcza i ta nowa, której nie znałam, czyli kusicielka.

Ta ostatnia szeptała mi w głowie mówiąc, że mogę być z Adamem, że może uwiodę go i stanę się jego kobietą, może nawet żoną.

Zmęłam przekleństwo, zaciskając wargi. Byłam zła na siebie, bo takie myślenie było niedorzeczne. Nigdy nie ulegałam podszeptom romantycznej natury i z całą pewnością nie wierzyłam w takie bajki. Kopciuszek, którym byłam, nie miał matki chrzestnej, która przybyłaby na ratunek. Moja postać na zawsze pozostanie garkotłukiem i bez sensu byłoby buntowanie się przeciwko temu.

Mimo to uwodzicielskie zwierzę, które się we mnie obudziło, było przebiegłe i podszeptywało perfidne scenariusze. Podobały mi się i czułam, że dzisiejsze wydarzenie obudziło nową, nieznaną Kasię.

Adam nie zszedł na kolację. Nic w tym dziwnego, bo zazwyczaj jadał ją u siebie. Nie zaniosłam mu jej jednak, zrobiła to Mira. Czyżby Adam poprosił o to?

Nie martwiło mnie to, miałam plan.

Położyłam Kacperka do łóżka i opowiedziałam przed snem, wymyślaną naprędce historyjkę o mrówce. Od zawsze tak robiłam, dzięki czemu wyobraźnia rozwijała się, a opowieści rozkwitały i skutecznie uspokajały braci. Książek w naszym rodzinnym domu nie było, poszły na wymianę na alkohol.

Kacperek spał spokojnie, ja poszłam pod prysznic. Wchodząc do łazienki, powstrzymywałam się, by nie spoglądać w okno. Czy on tam jest?

Zdjęłam ubranie i rozpuściłam włosy. Stanęłam w kadrze okna i zaczęłam powoli rozczesywać pasmo, po paśmie. Pochyliłam się i czesałam zwisające w dół włosy. Miałam nadzieję, że Adam na mnie patrzy, podgląda zza firany.

W końcu odkręciłam wodę i czekając, aż się zagrzeje, sprawdzałam jej ciepło stopą.

Prysznic nie miał zasłonki, jedynie kawałek szyby i to za nią stałam, pozwalając obmywać wodzie ciało. Ta pieściła, przywodząc w myślach wspomnienie dłoni Adama. Tak jak jego palce wcześniej, tak teraz ona penetrowała mnie między pośladkami i drażniła sutki tysiącem kropli. Oparłam się o ścianę i dołączyłam do tej pieszczoty własne dłonie. Ściskałam piersi, gładziłam brzuch, głaskałam pośladki. Gdy dotarłam między nogi, zatrzymałam się.
Byłam tam śliska i boleśnie wręcz wrażliwa. Drzwi łazienki! Wychyliłam się i przekręciłam w nich klucz.

Dotknęłam ust, wyobrażając sobie jego wargi. Dotknęłam się między nogami, przypominając sobie wybrzuszenie w jego spodniach. Tarłam powolnymi ruchami myśląc, o trącym o mnie materiale i tym co krył. Jego usta, jego dłonie, jego penis… To wszystko teraz wracało i czułam, że mnie dotyka. Adam mnie właśnie całował, zaciskając palce na miękkiej skórze i dyszał podnieceniem w moje usta. Przyspieszyłam ruchy palców, drugą dłonią zakrywając usta, by nie jęczeć głośno.

Zacisnęłam powieki i eksplodowałam. Drżałam, osuwając się po ścianie, nogi się pode mną ugięły. Siedziałam na posadzce dłuższą chwilę, starając się dojść do siebie.

Dotąd byłam dziewczyną, traktującą ciało, niczym obudowę umysłu. Właśnie stawałam się dziewczyną, której umysł został rozbudzony, a obudowa wraz z nim.

Dodaj komentarz