Zakazana TOM 2 cz. 8

Rozdział 8

Po jej wyjściu z pokoju krążyłem od ściany do ściany, niczym rozjuszony lew.

Jej zapach czułem w powietrzu, a smak w ustach. Jądra mnie bolały, od nierozładowanego podniecenia.

Nie zwalę sobie konia! Nie bez jej widoku. Zaczekam do wieczora i skończę sam, co zaczęliśmy razem.

Porządkowałem biurko, na nim dokumenty, byleby czymś zająć myśli. Od dwudziestej pierwszej koczowałem przy oknie z laptopem na parapecie i lornetką w pogotowiu.

– Imbecyl! – Co rusz podsumowywałem własne zachowanie. – Stary a głupi!

W końcu młoda weszła do pokoju, co przyjąłem z ulgą. Rozebrała się, a następnie rozpuściła włosy, po czym zaczęła je czesać. Zmroziło mnie piękno prostoty czynności, której się właśnie przyglądałem. To był zwyczajny, codzienny zabieg, a zarazem tak zmysłowy i intymny, że siedziałem z lornetką uniesioną do oczu i nie potrafiłem oderwać od niej zachłannego spojrzenia.

Jak to możliwe, że dotąd nie dane mi było tego doświadczyć? Przyglądać się temu, co przecież nie jest niczym aż tak niezwykłym. Dziewczyna robiła to jednak tak zmysłowo i powoli, jakby robiła to dla mnie na pokaz. Gdy pochyliła się z głową w dół i wypiętymi w stronę okna pośladkami, omal nie urwałem firany, nerwowo ją odsłaniając gwałtownym szarpnięciem. Myślałem, że to już koniec i rozpiąłem spodnie, by dać ujście podnieceniu, lecz zamarłem ze stojącym fiutem i dłonią na lornetce.

Młoda zamiast myć się przed snem, zaczęła się bawić swoim ciałem. Masowała piersi i ugniatała je, zawędrowała palcami między uda i najwyraźniej w świecie robiła sobie dobrze!
Zapomniałem o sobie i mimo podniecenia oglądałem to widowisko z lornetką przy nosie i z zapartym tchem.

Gdy skończyła, zasunąłem firankę i siedziałem osłupiały na krześle. Siedziałem w niezmienionej pozie jeszcze długo po jej wyjściu z łazienki.

***

W czwartek rano zaspana, ale i wyjątkowo wypoczęta wybierałam się z Kacperkiem do szkoły. Zjadłam szybkie śniadanie, nakarmiłam małego, a drugą porcję spakowałam do szkolnego plecaka i ruszyliśmy w drogę.

– Mogę was podwieźć do szkoły. – Zaoferował się Adam. – Mam po drodze.

Spojrzałam na niego po raz pierwszy dzisiaj, bo wcześniej skutecznie udawało mi się unikać konfrontacji wzrokowej. Brwi Miry krzątającej się obok, powędrowały do góry, ale nic nie powiedziała.

Jechaliśmy w milczeniu, a jeśli już ktoś coś mówił, to był to Kacperek i każdorazowo zwracał się do Adama z pytaniem o jakiś szczegół samochodu. Ten odpowiadał zwięźle, po czym znów zapadała cisza.

Pod szkołą podziękowałam i miałam już zamykać drzwi, gdy Adam zaproponował, że podrzuci mnie na przystanek autobusowy. Wiedział, że tak właśnie wracam do domu i do pracy. Nie musiał, bo nie miałam daleko, ale najwyraźniej chciał pobyć ze mną na osobności. Może pragnie wyjaśnić to, co zaszło wczoraj? Nie wypadało mi odmówić.

Zaprowadziłam Kacpra do szatni, później do klasy i wróciłam do auta. Denerwowałam się i to samo działo się najwyraźniej z Adamem.

– Wiem, że chcesz się starać o opiekę nad braćmi – mówiąc, patrzył przed siebie na drogę. – Mogę ci w tym pomóc, ale jest jeden warunek, którego szczegóły chcę omówić z tobą dziś wieczorem.

Zaskoczył mnie propozycją, ale i zaciekawił, jak jasny gwint. Z jednej strony umysł podpowiadał masę scenariuszy, niczym w powieści o seksualnej niewolnicy. Z drugiej moja babska ciekawość nie pozwoliłaby mi teraz odmówić.

– Dobrze, zgłoszę się dziś wieczorem – powiedziałam ostrożnie.

I to był koniec rozmowy. Adam nic więcej nie powiedział, a ja przyglądałam mu się ukradkiem. Lekki zarost pokrywał brodę i nie ulegało wątpliwości, że długość nie była pozostawiona przypadkowi. Aż kusiło, by unieść dłoń i przejechać nimi po krótkich włoskach. Garnitur i wyglądająca spod niego koszula, oraz zapach wody po goleniu dopełniały obrazu. Ten człowiek wyglądał bardzo dobrze, wręcz onieśmielająco! Odganiałam obrazy własnych palców odpinających niewielkie guziki koszuli i ust na gołej skórze szyi. Adam przyłapał mnie na patrzeniu, więc spuściłam głowę, pozwalając kurtynie włosów zakryć rumieńce.

Uf, dobrze jest mieć długie włosy!

***

Znów miałem kłopot ze skupieniem w pracy. Doskwierała mi ciągła gonitwa myśli, w których układały się kolejne scenariusze.

Jak zareaguje? Może tym razem chlaśnie mnie w pysk, później trzaśnie drzwiami i w ten sposób odetnę się od codziennego widoku jej ciała pod prysznicem? Tyle tylko, że przestało mi to już wystarczać, a nigdy nie potrafiłem się zadowolić odrobiną tego, co mogłem mieć w całości. A chciałem ją całą! Młodą, śliczną i na wyłączność!

Dzień upłynął pracowicie, lecz wolno jak nigdy. Minuty dłużyły się, godziny trwały wieczność. W końcu wyszedłem z biura i pojechałem do domu.

Pominąłem codzienny rytuał przywitania się z Mirą i w kilku susach przemierzyłem schody na piętro. Wszedłem do pokoju, tam rzuciłem teczkę, marynarkę i poszedłem pod prysznic. Ciepła woda miała mnie uspokoić i przygotować na rozmowę, jakiej jeszcze nie dane mi było w życiu przeprowadzić.

Nie uspokajałem się jednak i gdy sięgałem do kurka na ścianie, by zakręcić wodę, drzwi prysznica uchyliły się. Chłód powietrza z zewnątrz nieprzyjemnie zaatakował mokrą skórę. Za chłodem weszła… Oliwia.

– Witaj, słodziaku. – Była naga i jak zwykle olśniewała urodą. – Stęskniłam się. Tyle czasu się nie odzywałeś. – Zrobiła smutną minkę, mrugając zalotnie rzęsami, dłonie natomiast oparła na moim nagim torsie. – Oliwka chce troszkę seksu z tobą. – Słowa te wydobyły się z ust ułożonych w dzióbek. – Czy Oliwka może liczyć na kawał twardego chuja?

Ordynarność jej słów, kontrastująca z dziecięcym głosikiem jakim mówiła, momentalnie utwardziła mnie poniżej pasa. Wiedziała, jak to robić i z kocim uśmiechem zamknęła palce na sztywniejącym penisie. Przez głowę przeleciała mi myśl o młodej, o wieczornej rozmowie, jaką miałem z nią odbyć i nią samą pod prysznicem, ale myśli zniknęły, gdy Oliwia uklękła przede mną i polizała twardego już penisa, sunąc językiem od nasady, aż po czubek i zachłannie wzięła go głęboko w usta. Oparłem się o kafle i z zamkniętymi oczami oddałem się przyjemności.

Po kilku minutach niespiesznych pieszczot, Oliwia wstała, odwróciła się do mnie tyłem, wypinając zapraszająco swój zachwycający tyłek. Wbiłem się w nią jednym, silnym pchnięciem, wyrywając z jej ust gardłowy jęk. Naparła na mnie pośladkami, więc objąłem ją w pasie i pieprzyłem. Żadnych pieszczot, czy miłych słówek, po prostu seks, a raczej czyste fizyczne rżnięcie. Nie było tu miejsca na miłość, czy głębsze zrozumienie. Rozumieliśmy wzajemne potrzeby swoich ciał i każde je właśnie zaspokajało.

Eksplodowałem w cipce, wbijając się aż po same jądra, przy wtórze jej jęków. To było dobre, bo tego mi właśnie brakowało. Po samotnym walenia konia i dotyku młodej nimfy, kuszącej pod własnym dachem, poczułem niewyobrażalną ulgę, spuszczając się w ciepłą, śliską cipkę, mając kontakt z drugim ciałem.

Zdyszani wyszliśmy spod prysznica, ochlapując przy okazji większość podłogi.

– Co cię do mnie sprowadza? – Patrzyłem w oczy otoczone nieskazitelnym makijażem. – Przecież ustaliliśmy miejsce spotkań i nie był to mój dom!

Chciałem być spokojny, lecz ta jawna ingerencja w moje życie, bez wcześniejszych ustaleń wkurzyła mnie. Wkurzenie złagodzone było orgazmem, jednak naruszenie obecnych zasad, było niedopuszczalne! Nie w tym układzie. Nie chciałem Oliwii tutaj!

– Nie widzieliśmy się długo – zawiesiła głos, przechodząc równocześnie do pomieszczenia obok i sadowiąc się wygodnie na fotelu. – Chciałam cię zobaczyć i stęskniłam się za boskim rżnięciem.

Siedziała naga i piękna. Piękna dzięki kasie po udanym rozwodzie, treningom z prywatnym trenerem i masie zabiegów kosmetycznych. Zadbana i pewna swojego uroku, który działał na każdego faceta, a który użyczyła właśnie mi. Nie łudziłem się, że chodziło jej o miłość, bliskość i zrozumienie. To ostatnie może i było, ale bardziej dzięki udanemu seksowi, podobnemu poziomowi życia, niż wglądowi w moją duszę. Dla niej byłem człowiekiem sukcesu, z którym należało się zadawać. Moja atrakcyjność fizyczna uczyniła mnie również facetem, z którym warto się pieprzyć.

– Mam ochotę na więcej – wyszeptała seksownie, rozchylając nogi. – Mam ochotę na bardzo długą noc z twoimi ustami, dłońmi i z twoim…

Obniżyła wzrok, wbijając go w moje przyrodzenie, które pod jego wpływem zareagowało bez udziału myśli. Zacząłem twardnieć, w oczekiwaniu kolejnej dawki przyjemności. Miałem ją oddelegować, ale podniecałem się, myśli łagodniały i rozmywały się, wraz z usztywnianiem się kutasa.

On chciał być znów w cipce, a ponieważ nie mogła to być cipka, którą chciałem pieprzyć, skoncentrowałem się na najbliższej i w pełni dostępnej.

***

Cały dzień sprzątałam, myłam i myślałam. Około czternastej, z rozmyślań wyrwał mnie dzwonek domofonu. W wideofonie pojawiła się atrakcyjna, kobieca twarz, która zapytała o Adama.

Zbaraniała, wpuściłam ją i jej równie atrakcyjne auto poza bramę. Przed drzwiami, w wysokich szpilkach stała zjawiskowa blondynka. Poczułam się przy niej, jak kocmołuch. Bez makijażu, w znoszonych ciuchach, spocona i taka… byle jaka.

Ponownie zadała pytanie o Adama, a gdy oznajmiłam, że jeszcze jest w pracy, podała mi ostentacyjnie szykowny kuferek i kazała zanieść go do jego pokoju.

Zrobiłam, co kazała. Nie było akurat Miry, więc nie miałam jak się dowiedzieć, czy robię dobrze. Nie śmiałam się jednak sprzeciwić, bo gdy bogato ubrana kobieta patrzy na ciebie z taką pogardą, to zwyczajnie kurczysz się w sobie i robisz to, czego od ciebie wymagają.

Byłam mniejsza niż zwykle, kurcząc się i prawie implodując. Zniknęłam ja, odważna dziewczyna, zapadając się jakieś sto metrów w głąb ziemi.

Poszłam na górę, do pokoju Adama i zaniosłam jej niewielki, ekskluzywny bagaż. Ona weszła za mną i z uśmiechem wyższości zamknęła drzwi, gdy wychodziłam.

Nie pozostawiła tym samym wątpliwości, że to ona była u siebie, a ja to pełniłam jedynie służbę.

Co za sucz!

Dodaj komentarz