Zakazana TOM 2 cz. 9

Rozdział 9

Z rozmowy z gospodarzem wyszły przysłowiowe nici. Niestety, ale ewidentnie był… niedysponowany. Mimo umówienia się ze mną, to z blond boginią spędził resztę dnia i odebrałam to, jak policzek.

Plułam sobie w brodę za to, że pozwoliłam sobie na cień nadziei. Głupio mi było przed samą sobą, bo w głowie i niestety również w sercu zakwitła nadzieja, że ten przystojny człowiek może się zainteresować szarą myszką, jak ja.

Późnym popołudniem nakładałam brudne naczynia do zmywarki, starając się znaleźć w całej tej sytuacji jakiś pozytyw. Plus był taki, że nadzieja w sercu przyblakła, uschła i zdechła w cierpieniu. Wróciłam na stare tory, ja patolka. Tak, takimi słowy już mnie określano. Nie wypierałam się swojego pochodzenia i nie zamierzałam kreować na słodkiego Kopciuszka. Słodka nie byłam, bo nie było mnie na to stać. Teraz na chwilę się zagalopowałam, ale należało wrócić na utarty szlak! I tak się właśnie działo.

Z drugiej strony czułam lekki żal do Adama, bo był ze mną umówiony na rozmowę, a nie raczył ani słowem dać znać, że rozmowę musimy przełożyć na inny dzień. Moje ego cierpiało, strzelało focha i nie potrafiłam temu zaradzić. Cholera!

W końcu też walczyłam ze wstydem przed samą sobą, że pozwoliłam sobie ulec romantycznym podszeptom. Jakiejś malutkiej księżniczce w mojej głowie, która uwierzyła w bajkę o wróżce i księciu na białym koniu. Jakbym nie miała jasności, że na świecie żyją co najwyżej smoki i czarownice! Idiotka ze mnie i tyle.

Posiedzieliśmy z Mirą i Kacperkiem nad kubkami słodkiej herbaty i porozmawialiśmy o planach na zbliżający się weekend. W końcu zgarnęłam rozbrykanego Kacpra, którego ruchy spowalniały, wskazując na zbliżający się moment dnia, który nazywałam „energy saving”. O dwudziestej pierwszej poszliśmy do naszej kwatery.

Wymyłam malucha, później siebie i poszliśmy spać.

Długo nie umiałam usnąć. Kilka razy sprawdzałam przez okno w łazience, czy zgasło światło w pokoju Adama, wyobrażając sobie, co się tam dzieje. Było ciemno, więc działo się coś, do czego nie było im potrzebne oświetlenie.

Ech.

***

Seks z Oliwią zawsze był ciekawy. Jej pomysłowość, chęć do zabaw i eksperymentów łóżkowych zadziwiała mnie dotąd, teraz o dziwo zaczynała nudzić. Brakowało mi emocji, czegoś poza zabawą ciałami, bo umysł uczestniczył w tym wyłącznie na poziomie instynktu.

Zasugerowałem, by wrócić do poprzedniego układu. Jako inteligentna kobieta zrozumiała i nie rwała szat z tego powodu. Przypieczętowaliśmy rozmowę ostrym analem i usnęliśmy zmęczeni.

Piątkowy poranek przyjąłem sennie. Droga do pracy i podwiezienie młodych, minęła w milczeniu. Czułem się z tym dziwnie, ale to nie był moment na rozmyślania. Należało skupić się na pracy, by nie zabierać jej na weekend do domu.

***

W domu musiałam zrobić coś z wezbraną energią, która mnie rozsadzała. Kipiała mi nosem, uszami i końcówkami palców.

Dom brudził się zbyt wolno, bym miała wystarczająco dużo pracy. Po uporaniu się z kuchnią, dopucowaniu okien, drzwi i łazienek, zabrałam się za taras i kwiaty na nim. Wycinałam zeschnięte liście, myłam te zdrowe i tak właśnie zapamiętywałam się w pracy.

Idąc do kuchni po nową porcję herbaty, stanęłam jak wryta w posadzkę. Przy stole z kawą, kanapką i gazetą rozłożoną na blacie siedziała Oliwia. Piękna mimo wczesnej pory i ubrana jedynie w męską koszulę, którą swoją drogą prasowałam dzień wcześniej.

– Dzień dobry – przywitałam się oschle.

– Witaj . – Ledwie zaszczyciła mnie spojrzeniem, rzuconym szybko spod długich rzęs.

Zrobiłam sobie kubeł herbacianego naparu, starając się zignorować wzrok, który czułam na plecach. Już miałam wrócić do zajęć, gdy jej głos zatrzymał mnie w pół kroku.

– Jesteś nową służką Adasia?

Wyczułam w jej głosie zainteresowanie i coś jeszcze.

Służką? Ja pierdolę! Może jeszcze mnie nazwie kocmołuchem?!

– Można tak powiedzieć – odparłam, starając się zachować spokój.

– Uważaj na siebie dziecko. – Podniosła głowę, wbijając we mnie chłodne spojrzenie. – To lew, a taką owieczkę, jak ty, schrupie jednym kłapnięciem paszczy.

Mówiąc to wstała i podeszła do szafki. Stanęła na palcach, wyciągając z górnej półki szklankę, którą następnie napełniła wodą z kranu i upiła łyk. Odniosłam dziwne wrażenie, że był to mały pokaz dla moich oczu. Ukazanie koronek ekskluzywnej bielizny, która ukazała się w rozpiętych połach koszuli. Majtek wyjątkowo kobiecych i zapewne bardzo drogich. Może jeszcze kształtnego tyłka, ale nie mam na tym punkcie kompleksów, więc nie podziałało.

Poziom agresji wzrósł we mnie momentalnie, gwizdki pod czaszką zapiszczały. Miałam nawet wrażenie, że spuchły mi żyły na szyi!

– Myślę, że nie jeden ząb już sobie na mnie złamał – odpowiedziałam i wyszłam.

Korciło mnie, by się obejrzeć i sprawdzić jej minę. Nie zrobiłam tego jednak, lecz wróciłam do kwiatków i ze złością popijałam herbatę, parząc przy okazji podniebienie.

A chuj tam! Ja mu pokażę! Chce pogrywać i dymać przy okazji kochanki?!

No to zobaczymy, kto będzie górą.

***

Nadszedł piątek wieczór. Dziś już na pewno porozmawiam z młodą.

Oliwia na szczęście pojechała do siebie i obiecała dać mi spokój i nie składać niespodziewanych wizyt. Jakiś czas pewnie wytrzyma. Tym bardziej, że dałem jej jasno do zrozumienia, co myślę o jej natarczywości. Seks seksem, ale po raz pierwszy tak natarczywie wyszła poza dotychczasowe granice.

– Czy przyjdziesz do mnie? – spytałem młodą, która krzątała się w kuchni. Mówiłem na tyle cicho, by moje słowa nie doleciały do uszu Miry. – Mieliśmy porozmawiać.

– Tak, wczoraj. – Spojrzała na mnie twardo. – I tak, przyjdę.

I wróciła do obowiązków, trąc wściekle ścierką idealnie czysty blat. Ja zbaraniałem.
Skąd w niej taka złość? A może konfrontowała się z Oliwią?

Czekałem na wizytę Kasi w swoim pokoju, jak na przysłowiowych szpilkach. Jak mam zacząć rozmowę? Nie byłem dotąd w tak niecodziennej sytuacji! Dużo młodsza dziewczyna. Zdecydowanie atrakcyjna. Czy naiwna? Tego nie wiedziałem.

Weszła ze spokojną miną i usiadła na krześle, naprzeciw biurka. Naturalnym było, bym usiadł po drugiej jego stronie i tak też uczyniłem.

– Chciałem z tobą porozmawiać o tym, co zaszło ostatnio między nami – mówiłem ostrożnie.

Nie zareagowała, nie drgnęła nawet!

– Bardzo mnie to zafascynowało i chciałbym kontynuować. – Boże, robię z siebie właśnie idiotę! Nie planowałem tego! Co ja jej właśnie zaproponowałem? Jak to odbierze? – Jeśli się zgodzisz, otoczę ciebie i Kacpra opieką. Materialną i prawną, a to pozwoli ci się usamodzielnić i zabezpieczyć braci. Nie musisz się godzić! I nie chcę, żebyś mnie źle zrozumiała!

I tu mnie przytkało, bo sam nie rozumiałem swojej chaotycznej propozycji.

Czekałem na wdechu na jej reakcję. Co powie? Czy teraz wyjdzie, trzaskając drzwiami i zostawi mnie z kupą wspomnień, niespełnionych marzeń i fantazji? A może oskarży o molestowanie? Tego ostatniego się nie obawiałem, nie zagroziłoby mi to, ale jednak…

– Zgoda – odparła, bez mrugnięcia okiem. – Mam tylko jeden warunek.

– Tak? – Musiałem wyglądać, jakbym dostał w łeb obuchem.

I tak też się czułem! Nie przewidywałem, że tak się potoczy ta rozmowa.

– Zameldujesz tutaj wszystkich moich braci, bym mogła wydrzeć ich rodzicom – zawiesiła głos, ja nie oddychałem nawet. – Zamieszkają w domku nad garażem i oni nie mogą o niczym wiedzieć! To będzie czysty układ tylko między nami! Zgoda?

– Zgoda – sapnąłem.

– Kiedy i od czego chcesz zacząć? – zapytała rzeczowo.

– Od wizyty u lekarza. – To było pierwsze, co mi wpadło do osłupiałego umysłu.

Lekarz przyszedł mi do głowy w związku z antykoncepcją.

Antykoncepcja w związku z seksem.

Seks był przyczyną rozmowy.

Nie spodziewałem się takiego jej przebiegu!

– A teraz pozwolisz, że pójdę spać – wstała, po czym nie doczekawszy się odpowiedzi, wyszła z pokoju.

Ja zostałem w niezmienionej pozycji w fotelu za biurkiem, starając się oddychać.

Dodaj komentarz